Miała być impreza rodzinna, atrakcje dla dzieci, weekend w górach, dużo zabawy i śmiechu. Wszystko to było, tylko bez naszych dzieci...
Z sentymentem wspominamy organizowane kiedyś przez Studenckie Koło Przewodników Górskich w Krakowie wyjazdy pod hasłem „Weekend z maluchem”. Nasze dzieci od maleńkości prowadzaliśmy w góry, ale przewodnicy z tego koła, a szczególnie Marek Cienkiewicz, który najczęściej z nami jeździł, pokazali, że można inaczej – przekraczając swoje bariery psychiczne i mentalne ograniczenia. Długa, jak nam się za pierwszym razem wydawało, 10-kilometrowa wędrówka? Choć było to wyczynem dla małych 3-letnich nóżek, ale jednak okazało się możliwe! Dwudniowa wędrówka po górach z nocowaniem w schronisku? To wyzwanie bardziej dla rodziców, którzy musieli wszelkie sprzęty i rzeczy na zmianę dźwigać na własnych plecach i jeszcze zawczasu przewidzieć, co zabrać i ile razy dziecko skąpie się kałuży lub wpadnie do błota. A to przecież jedna z większych atrakcji na wędrówce! Na szczęście w schronisku można było skorzystać ze schroniskowej pościeli. Ale na nocowanie w bazie namiotowej śpiwory musieliśmy już zabrać ze sobą. W takich bazach można z kolei zająć jeden z namiotów, które stoją tam gotowe na przyjęcie turystów przez cały sezon letni, więc nie trzeba taszczyć swojego.
Wszystkie te wycieczki odbywaliśmy w doskonałym towarzystwie innych rodzin, a nasze dzieci zapominały o zmęczeniu, jeśli obok wędrowało tylu innych maluchów, a na koniec dnia czekało ich szukanie skarbu, rysowanie kroniki czy oglądanie bajek na rzutniku, będącym w powszechnym użyciu w czasach dzieciństwa raczej ich rodziców niż współcześnie. Treść bajek starsze musiały odczytywać młodszym.
Wintercamp miał być kolejnym etapem edukacji górskiej naszych dzieci – tym razem postanowiliśmy nocować pod namiotem w zimie. Istniała nawet możliwość przespania się w jamie śnieżnej pod Turbaczem. A to wszystko dzięki organizatorom biwaku zimowego połączonego ze szkoleniami sprzętowymi, a przede wszystkim dotyczącymi zasad bezpiecznego poruszania się w górach.
Nie uważaliśmy nocowania zimą w namiocie za zbyt ekstremalne przeżycie dla naszych dzieciaków. Sami nie raz tak spaliśmy, także w górach wysokich, mieliśmy więc wyobrażenie, jakie to doświadczenie i jak się do niego przygotować. Poza tym biwakując w Skandynawii nie raz doświadczaliśmy niskich temperatur. Na północy zakładaliśmy ciepłe kurtki i zimowe czapki, mimo że spędzaliśmy tam letnie wakacje. Raz nawet pod koniec sierpnia na ściankach namiotu odkryliśmy rano szron. Towarzystwo kilkudziesięciu innych namiotów rozbitych w pobliżu schroniska na Turbaczu powinna także dodać dzieciakom otuchy.
Wintercamp odbył się w tym roku w dwóch terminach. Na drugiej tegorocznej edycji pojawiło się kilkanaście dzieci zaprzyjaźnionych z organizatorami rodzin. Dla nich przeznaczono specjalne atrakcje: wędrówki w górach z liną, robienie lodowych rzeźb, zjeżdżanie na jabłuszkach i inne szaleństwa nie tylko na śniegu. Wieczorami można było posłuchać opowieści z wypraw, przeznaczonych już dla wszystkich uczestników biwaku, których było około 120 osób!
Taka fajna impreza, dlaczego więc trafiłam na nią sama – bez dzieci i męża? Wszystkiemu winny był paskudny wirus, który zagościł w niepołomickiej podstawówce i zdziesiątkował dzieci w klasach. Objawy: osłabienie, gorączka, kaszel, prowadzące do szybko rozwijającego się zapalenia oskrzeli i płuc. Muszę tu zaznaczyć, że nasze dzieci w zasadzie nie chorują, a usprawiedliwienia nieobecności w szkole wypisuję im z powodu wyjazdów raczej niż przeziębień. Jestem przekonana, że zawdzięczamy to naszym wyjazdom. Zazwyczaj spędzamy wakacje na łonie natury, wdychając świeże powietrze wolne od zanieczyszczeń. Trzy tygodnie pod gołym niebem to naturalna leśna aromaterapia i duży zapas witaminy D czerpanej ze słońca. Z takich wyjazdów wracamy naładowani energią na cały rok.
Tym razem jednak Jędrka dopadło - traf chciał, że akurat przed Wintercampem. Trzy dni gorączki i mocny kaszel – objawy te zwalczaliśmy naturalnymi metodami. Unikamy chemii z apteki, a dzieci mają na tyle wysoką odporność, że organizm jest w sam w stanie zwalczyć choróbstwo. Pomagamy mu jedynie stawianiem baniek, syropem z cebuli, chlebem z czosnkiem, sokami z malin i czarnego bzu oraz inhalacjami z soli fizjologicznej.
W tydzień Jędrek wygrzebał się z choroby, ale na biwakowanie pod namiotem nie nadawał się. Darek, mąż, został również wyeliminowany, bo ktoś z młodym musiał zostać w domu. Ale co z Dominiką? Także nie pojechała. Tu wchodzimy w zakres rozważań dotyczących tego, co się dzieje, gdy dzieci wkraczają w wiek nastoletni, a szczególnie jeśli jest to mała kobietka, która lubi mieć własne zdanie. Zaczęło do mnie niedawno docierać, dlaczego pewnych rodziców nie widuję już na imprezach ze swoimi nastoletnimi pociechami, tak jakby wyprowadziły się z domu, przestały istnieć. Dominika także przestała być dzieckiem, które pakowaliśmy do wózka, nosidła czy przyczepy rowerowej i zabieraliśmy na wakacje, tam gdzie akurat my -rodzice mieliśmy plan się udać. W tym roku kończy 11 lat i z dziecka zaczyna się przekształcać w partnera podróży. Bo trzeba zaznaczyć, że w podróżowanie jest mocno wkręcona. Nie opuszcza ani jednego spotkania podróżniczego, które organizuję w Niepołomicach, chłonie informacje ze świata, interesuje się innymi kulturami, zwyczajami. Może czas na podróż z mamą? Taki babski wypad. Wspólnie wybierzemy cel. Do spędzenia kilku dni pod Turbaczem niestety jej nie przekonałam.
Pojechałam więc z kolegą. Podjechaliśmy autem do przysiółka Gazdy, skąd zaczęliśmy wędrówkę początkowo szlakiem rowerowym czerwonym, który potem łączył się z żółtym. Warunki paskudne: deszcz, oblodzone szlaki i duży plecak z ciepłym śpiworem, matą, rzeczami (na szczęście namiot zaoferował się ponieść kolega). Zwykłe podejście pod schronisko? Po raz kolejny przekonałam się, że żadnych gór nie można lekceważyć. Nawet jeśli ma się doświadczenie zdobyte podczas wyprawy na 7-tysięcznik i na koncie szczyty 5-tysięczne. Chwila nieuwagi i nawet nie wiem, w jaki sposób uderzam kolanami i czołem w lód, przygwożdżona plecakiem. Na Wintercampie uczą, jak się bezpiecznie poruszać po górach na skiturach, w rakach i rakietach śnieżnych. jak dobrać odpowiedni do warunków sprzęt, co zrobić w przypadku zejścia lawiny, jak wezwać pomoc. Najważniejszą jednak nauką wyniesioną z tego typu szkoleń powinno być to, że mimo nabytych umiejętności należy do gór podchodzić z szacunkiem i nie być zbyt pewnym siebie. Jesteśmy w górach gośćmi i powinniśmy zaakceptować reguły tu obowiązujące.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku wybierzemy się na Wintercamp już całą rodziną. Polecam imprezę wszystkim, którzy chcieliby nieco więcej dowiedzieć się o bezpiecznym wędrowaniu w górach. Dawka wiedzy ogromna z najróżniejszych dziedzin. Do tego przefantastyczna atmosfera, sympatyczni instruktorzy, zaangażowani organizatorzy – po prostu świetna zabawa!

Miasteczko namiotowe Wintercamp pod Turbaczem

W takich warunkach odbywało się szkolenie lawinowe

Sprzętu na szkolenie lawinowe użyczyła firma Ortovox. Organizatorów ubrała marka Dare2b

Dla większości osób na Wintercampie było to pierwsze zetknięcie ze skiturami i foczeniem

Zakładanie i chodzenie w rakietach śnieżnych okazało się banalnie proste!

Za chwilę przekonamy się, że można w nich nawet biegać!

Fachowe szkolenie ze wspinaczki lodowej

Michał Król w akcji

Szkolenie sprzętowe w dużym namiocie

Jak najlepiej zagotować wodę w warunkach zimowych - oto jest pytanie...

Jaka jest różnica między rakami turystycznymi, wspinaczkowymi i do skituringu -
wiemy to wszystko dzięki firmie CAMP Cassin

Który namiot na spanie wybrać? - Fjallraven czy Jack Wolfskin? Obydwa świetne!

Noc w namiocie z niejakim Jackiem Wolfskinem...
Wintercamp w tym roku odbył się w dwóch terminach:
11-14 lutego 2016 r.
18-21 lutego 2016 r.
Odbyły się szkolenia:
- LAWINOWE
- MEDYCZNE
- BIWAKOWANIE I PORUSZANIE SIĘ W TERENIE
- DOBÓR SPRZĘTU I PRAKTYCZNE UŻYWANIE ZIMĄ
- SKITOUROWE
a poza tym wspinanie, gra terenowa, ognisko z kiełbaskami, pokazy slajdów etc. etc.
Wintercamp w sieci:
https://www.facebook.com/wintercamppl/
Tekst: Kamila Gruszka
Fot w galerii poniżej: dzięki uprzejmości organizatorów Wintercamp.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
