Zanim nie zabudowano nas blokami, z okien naszego krakowskiego mieszkania widzieliśmy Babią Górę. Od czasu gdy przeprowadziliśmy się do Niepołomic, codzienne oglądamy doskonale widoczny w oddali klasztor sióstr benedyktynek w Staniątkach, najstarszy w Polsce. Dzieli nas od niego przestrzeń Łąk Niepołomickich i nasyp linii kolejowej, która przez Staniątki przebiega.
Założony w pierwszej połowie XIII wieku, kiedyś słynął z wielkich włości przekazanych przez Klemensa Jaksę Gryfita, który w ten sposób chciał zabezpieczyć swoją córkę Wizennę, która do klasztoru wstąpiła. Obecnie siostrzyczki dysponują właściwie jedynie ogrodem i ogromnymi zabudowaniami klasztoru, jak twierdzą, niewiele mniejszymi od Wawelu :) Dzielnie sobie z tym dziedzictwem radzą. W klasztorze urzęduje osiemnaście zakonnic, które hodują warzywa, kury, zwierzęta, mają ule, sad i kawałek pastwiska. U sióstr można się zaopatrzyć w naturalne przetwory i miód, a przed świętami furorę robią hodowlane karpie z klasztornych stawów karmione kukurydzą i pszenicą. Na Wszystkich Świętych w szklarniach rozkwitają chryzantemy. W opactwie znajduje się muzeum, w którym zachowały się bezcenne zabytki – można je oglądać w każdą niedzielę po mszy świętej o 11.00, a jeśli ktoś ma ochotę na chwilę odosobnienia, to można skorzystać z pokojów gościnnych – jest ich aż 5 dwuosobowych z łazienkami oraz 16 z łazienkami na zewnątrz. Wyżywienie zapewnia klasztorna kuchnia. Od czasu do czasu są urządzane dni otwarte klasztoru, kiedy to dostępne do wizytowania są pomieszczenia na co dzień używane jedynie przez zakonnice.

Wnętrze kościoła w Staniątkach. Fot. K. Gruszka
Same zakonnice żyją skromnie, chodzą w pocerowanych habitach i radzą sobie jak mogą, utrzymując się z emerytur.
„...dawałybyśmy sobie radę z bieżącym utrzymaniem, gdyby nie fakt, że wieki istnienia klasztoru obarczyły nas ogromnym budynkiem o historycznej wartości, który trzeba zachować i przekazać następnym pokoleniom. A na to potrzebujemy zarówno państwowych dotacji, jak i kwesty, gdyż te dotacje nigdy nie pokrywają całości wydatku. Staramy się jednak, żeby ta kwesta miała formę wymiany: za ciastka, za pocztówki, za pamiątki i książki – a nie samego tylko wyciągania ręki.”
Siostrzyczki urządzają więc charytatywne koncerty, zapraszają telewizje i radia, o sytuacji zakonnic piszą gazety. Prowadzą stronę www i o codziennych wydarzeniach informują na facebooku.
W niedzielę, 25 stycznia 2015 roku, trafiłam do Staniątek z dziećmi na charytatywny koncert kolęd Joanny Słowińskiej, wcześniej znanej mi z lubianej przeze mnie grupy „Muzykanci”. Biletem wstępu była dobrowolna opłata na rzecz ogrzania i remontu opactwa. W rewanżu otrzymywało się płytę Słowińskiej. Niedawno benedyktynki dostały dotację ministerialną na remont dachu, ale starczyło jej póki co na jedną połowę. Na koncercie siedzieliśmy w kurtkach i czapkach – duże pomieszczenie kościoła jest naprawdę trudno ogrzać i aż trudno uwierzyć, że zakonnice w takich warunkach egzystują przez całą zimę.
Ogrzanie klasztoru w Staniątkach wymaga ogromnych nakładów finansowych. Fot. K. Gruszka
Na ich stronie 20 stycznia 2015 roku pojawił się apel:
„Ten nasz kochany dom zakonny, który jest też przecież równocześnie obiektem zabytkowym o znacznej wartości kulturowej, wymaga teraz szczególnej troski. POTRZEBNY JEST WĘGIEL, DREWNO I TROCINY. Aby ogrzać tak olbrzymią kubaturę klasztoru i kościoła trzeba na miesiąc wrzucić do 200 kW pieca 17 ton węgla i trochę drzewa. Natomiast stojący obok pieca trociniak, co jakiś czas wymaga dopełniania, aby było nieco cieplej.
Mimo to dużych rozmiarów korytarze oraz obszerne miejsce naszej codziennej modlitwy – chór zakonny znajdujący się w tylnej części kościoła – są i tak niemożliwe do ogrzania. Pozostaje nam jedynie CIEPŁE UBRANIE i... rozgrzewający nas zapał duchowy. Jeśli będzie dużo śniegu, przydadzą się ŁOPATY i... nieśmiało marzy się chociaż mała ODŚNIEŻARKA. Wszystkie okna, a jest ich w opactwie ponad 260, są nadzwyczaj przewiewne. Konieczna jest ich wymiana.
Każda kolejna zima pogarsza stan dachów. Spadający śnieg z wyższych partii dachów powoduje niszczenie dachówek na ich niższych częściach. Stare pokrycie dachowe nie miało żadnego zabezpieczenia: są tylko łaty, a na nich w znacznej mierze zmurszałe dachówki. Stropy nie są ocieplone.
Dzięki pomocy finansowej otrzymanej z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zeszłym roku rozpoczęte zostały remonty dachu kościoła – nad prezbiterium, a obecnie nad chórem zakonnym i odnowioną dwa lata temu dawną celką apteczną z XVII wieczną polichromią oraz jest remontowana wieżyczka kościoła. ZA TĄ POMOC JESTEŚMY NIEZMIERNIE WDZIĘCZNE.
Każdy może, w sposób jaki dyktuje mu serce, przyczynić się do cieplejszego przeżywania pory zimowej w naszym opactwie. BĘDZIE NASZYM CIEPŁYM PROMYKIEM. I nie tylko naszym.
Pomagając ogrzać wielowiekowy budynek stanie się jednocześnie MECENASEM BEZCENNYCH ZBIORÓW DZIEŁ SZTUKI gromadzonych przez osiem wieków trwania opactwa.”
Na taki apel nie można pozostać obojętnym.
Jeśli ktoś miałby ochotę wspomóc dzielne kobiety oraz przyczynić się do zachowania naszego dziedzictwa kulturowego, zachęcam do przekazania choć skromnej kwoty. Jak to uczynić? Wszelkie informacje na stronie opactwa:
http://www.benedyktynki.eu/index.php?ram=s&id=12
A może wymyślicie jakąś akcję, by zebrać pieniądze na opactwo?
Zachęcam także do zaglądania na facebooka, gdzie można zobaczyć jak siostry gromadzą opał na zimę, jak wygląda odłów karpi oraz jakie przepiękne kwiaty hodują:
https://www.facebook.com/pages/Opactwo-Mniszek-Benedyktynek-w-Stani%C4%85tkach/260993723937188
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
