Wsiadłam do samochodu i wciąż nie mogłam uwierzyć, że jedziemy na Wintercamp. I faktycznie, cały wyjazd był jak bajka. W górach mnóstwo śniegu, a po zejściu niżej po zimie ani śladu.
Dojechaliśmy do początku szlaku samochodem, potem mieliśmy iść pieszo. Do schroniska pod Turbaczem podwieźli nas jednak GOPR-owcy, którzy jechali na pokaz z psem lawinowym. Trafiliśmy prosto na to szkolenie. Przekonaliśmy się, że pies jest w stanie znaleźć człowieka pod śniegiem. W kolejnych dniach mieliśmy dużo innych szkoleń, takich jak: medyczne, lawinowe, chodzenie w rakietach, kopanie jamy śnieżnej. Zajęcia, jakie mi się najbardziej podobały, to szkolenie jaskiniowe. Mogliśmy na nich ubrać się w sprzęt speleologa.
Oczywiście nie zabrakło też różnych zabaw, takich jak bitwa na śnieżki oraz zjeżdżanie na sankach i innym sprzęcie. Był też zorganizowany dla nas kulig na saniach ciągniętych przez konia. Każdego wieczoru odbywały się też różne zawody. Raz musieliśmy przejść pod stołem nie dotykając ziemi – trzeba się było wykazać umiejętnościami jak podczas wspinania na ściance wspinaczkowej. Drugiego wieczoru było ognisko, pod koniec którego odbyły się zawody, polegające na zawieszeniu się na czekanach. Po każdych zawodach szliśmy na pokazy slajdów z podróży różnych ciekawych osób: jedni wędrowali bardzo długo szlakiem w Stanach Zjednoczonych, pracownik parku narodowego pokazywał filmy ze zwierzętami z fotopułapek, ale największe wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia z pokazu pani, która poszukiwała wymarłego gatunku orłów i nieznanych gatunków ślimaków w lesie deszczowym.
Ostatniego dnia odbyła się fantastyczna gra terenowa. Zadania były związane z całym Wintercampem. Jeśli ktoś uważnie słuchał instruktorów w trakcie szkoleń, to potrafił je rozwiązać. Jednak były też inne, polegające na rzucaniu śnieżkami w yeti lub sztafeta na rakietach śnieżnych. Na koniec każdy dostał certyfikat ukończenia obozu.

To był najlepszy weekend, jaki do tej pory spędziłam poza domem. Tym bardziej że jedną noc przespaliśmy pod namiotem. Wcale nie było zimno!
Dominika Gruszka, lat 11
uczestniczka, wraz z mamą, rodzinnej edycji Wintercamp Family 2017
www. wintercamp.org.pl
Dziękujemy Piotrkowi Dymusowi za fantastyczne zdjęcia!

Dzięki ciepłej odzieży marki Dare 2b, Dominice ani przez chwilę nie było zimno podczas zimowych szkoleń na świeżym powietrzu!
Odzież Dare 2b (dla dzieci i dorosłych) można kupić w sklepach firmowych w całej Polsce https://sklep-dare2b.pl/znajdz-sklep-r227/
oraz w sklepie internetowym https://sklep-dare2b.pl/

Pierwszą podróż zagraniczną odbyła jeszcze w brzuchu mamy, pierwszą wycieczkę górską, gdy miała 4 tygodnie, zaczęła się wspinać (po schodach), gdy miała 5 miesięcy, rysować, gdy miała ich 6 (ulubiona zabawa - mazanie po kartce rozsypanymi na podłodze długopisami), tworzyć opowiadania w wieku 3 lat (na początku spisywane skrupulatnie przez rodziców). Do dzisiaj jej to zostało: uwielbia wyjazdy z rodzicami, najlepiej rowerowe, rysowanie, ściankę wspinaczkową, poza tym biegi górskie, ju-jitsu, fotografowanie, interesuje się ptakami drapieżnymi. Nie może się zdecydować, kim chce zostać w przyszłości: pisarką, dziennikarką, fotografem czy grafikiem komputerowym.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
