Tłumy na szlakach, oczekiwanie na wejście na popularne szczyty, kolejki w schroniskach do baru i hałas zamiast kontemplowania krajobrazów górskich – tak mniej więcej wyglądają Tatry w wakacyjne miesiące i okołoletnie weekendy. Alternatywą wobec wędrówek na najbardziej popularnych i najczęściej wybieranych przez turystów trasach może być spacer Szlakiem im. Powstania Chochołowskiego. Tam nie spotkamy nikogo.
Najdogodniejszym punktem startu dla wielu będzie zapewne Gubałówka, na którą z Zakopanego wjeżdża kolejka PKL (wszelkie informacje: http://www.pkl.pl/gubalowka/gubalowka.html). Na szczyt Gubałówki można się także dostać czarnym szlakiem o długości 1,6 km wzdłuż kolejki. Czerwony szlak, który nas interesuje, został poprowadzony asfaltową drogą, która biegnie przez grzbiet Gubałówki. Gdybyśmy się skierowali w prawo, dotarlibyśmy do Poronina i dalej Bukowiny Tatrzańskiej – to wersja atrakcyjna raczej dla rowerzystów. Piechurzy powinni skręcić w lewo - w kierunku Butorowego Wierchu. Na skrzyżowaniu przy przystanku PKS wybieramy kierunek Dzianisz – szlak jest cały czas oznaczony czerwonymi znakami. Drugim newralgicznym punktem jest skrzyżowanie, które wyprowadza nas z głównej drogi na boczną, wąską asfaltową (w miejscu zwanym Słodyczki) – zgodnie z oznaczeniami szlaków wybieramy kierunek na Chochołów (w prawo). Przy drugiej przydrożnej kapliczce wreszcie porzucamy asfalt, wydostajemy się na górskie łąki i właściwy Szlak im. Powstania Chochołowskiego (skręcamy w lewo w drogę polną). Od tego momentu będzie nas prowadzić dość szeroka ścieżka, przejezdna także dla rowerzystów.

Tatry w długi weekend - Szlak im. Powstania Chochołowskiego
Właśnie tutaj rozpoczęliśmy wędrówkę, oszczędzając sobie ok. 2 km marszu asfaltem. Niestety nie dojedziemy tutaj transportem publicznym. Rzadko przejeżdżają tędy samochody, więc na autostop ciężko byłoby liczyć. My zostaliśmy po prostu podwiezieni przez osobę z rodziny.
Zapewne właśnie ze względu na problemy transportowe, a także fakt, że szlak należy raczej do tzw. Podtatrza, a nie właściwych Tatr, nie spotyka się tu prawie nikogo - co najwyżej pasące się na łąkach krowy. Tak było nawet w długi sierpniowy weekend! Natomiast widoki należą do jednych z piękniejszych, jakie w ogóle widzieliśmy w jakichkolwiek górach. „Jak z tapety Windowsa” - podsumowały dzieci. Idziemy bowiem cały czas grzbietem górskim bez praktycznie jakichkolwiek drzew, dzięki czemu otwierają się nam widoki na przeciwległy, podobny w charakterze do naszej trasy, grzbiet Mietłówki wznoszący się nad Dzianiszem, a za nim na majestatyczne Tatry. Im bliżej Chochołowa, tym Tatry stają się bardziej imponujące.

Małe Gruszki zdobywają Gruszków Wierch
Ale po drodze musimy pokonać jeszcze kilka wzniesień. Pierwszy na drodze staje nam Gruszków Wierch (1030 m n.p.m.), wznoszący się ponad częścią Dzianisza, zwaną Gruszkami, zamieszkiwaną od dawien dawna przez góralską rodzinę Gruszków – z niej właśnie się wywodzimy. Kiedyś więc musieliśmy wreszcie trafić z dziećmi na „nasz” szczyt. Zaraz za nim według mapy powinno znajdować się wzniesienie Trzy Kopce (1022 m n.p.m.), ale kulminacja nie jest chyba zbyt wyraźna i ją przegapiamy. Natomiast Tominów Wierch (1019 m n.p.m.) jest już zdecydowanie wyrazistszy, choć tak naprawdę dopiero jak z niego schodzimy w obniżenie pomiędzy tym szczytem a Ostryszem. To Ostrysz (1023 m n.p.m.) jest najbardziej charakterystyczną górą na naszej trasie. Już spojrzenie na układ poziomic na mapie uzmysławia, jaka to idealnie stożkowa góra. Tak jest w rzeczywistości, a podchodząc pod nią można się nieźle zmęczyć. Niestety na szczycie Ostrysza widoków brak, bo jest zalesiony.
Przed Ostrzyszem szlak przecina asfalt i pojawiają się przedziwne tablice: „Uwaga, gwoździe!” To dla postrachu przed quadami i kierowcami motorów crossowych, by nie rozjeżdżali pól gospodarzom. Bo turystów pieszych nie spotkamy zbyt wielu na szlaku, ale pojazdy terenowe w okolicach Ostrysza i owszem. Na szczęście znikają szybko na horyzoncie.

Obrona gospodarzy przed quadami
Po Ostryszu wydawało nam się, że droga będzie wiodła już tylko w dół do Chochołowa. Tym bardziej że po drodze mijamy kilka zabudowań. Ale to dopiero połowa trasy. Nie przewidzieliśmy jeszcze jednej góry – Cerchlicy (837 m n.p.m.). To z jej szczytu powstańcy chochołowscy dostrzegli zbliżających się górali z Czarnego Dunajca, których podstępem Austriacy namówili do napadnięcia na Chochołów. Po klęsce powstania we wsi Chochołów postawiono figurę św. Jana Nepomucena tyłem zwróconą do Czarnego Dunajca – na złość mieszkańcom sąsiedniej wsi.
Zanim dotrzemy do Chochołowa, musimy przedostać się jeszcze przez ogromne błoto i podmokły teren. Nagrodą za ten trud są wznoszące się ponad nami pustułki, zawieszające się w powietrzu jak helikoptery – to ich cecha charakterystyczna oraz inne ptaki drapieżne (według naszego rodzinnego przyrodnika – Dominiki, były to jastrzębie). Jeden zerwał się do lotu tuż przy nas z pobliskiego drzewa. To też świadczy o tym, że szlak jest raczej rzadko uczęszczany. Choć nie jest może gęsto oznaczony, to jednak nie można się na nim zgubić. Intuicyjnie trafiamy zawsze na właściwy kierunek.
Szlak schodzi do wsi Chochołów. Kończy się (choć pewnie dla innych zaczyna) tuż przy kościele i Muzeum Powstania Chochołowskiego.
Od wejścia na szlak przeszliśmy około 10 km, z samej Gubałówki to ponad 11 km. Według znaków przy kościele droga na Gubałówkę miałaby zająć 4 godziny i 45 minut.

Widoki jak z tapety Windowsa
Co było najbardziej charakterystyczne dla tej drogi? Przestrzeń!!! I niczym nie zakłócony kontakt z górami! Było po prostu przepięknie!
Nasze dzieci wędrowały w spodniach 3/4 marki Regatta - szybkoschnące, wygodne, przewiewne, z gumkami do regulacji w pasie i możliwością regulacji długości. Towarzyszą nam na każdym wyjeździe.
Nasza opinia o spodniach tutaj:
http://www.barswiat.pl/spodnie-na-wyjazdy---regatta-na-trzy-czwarte,3473,i.html
Strona firmowa: www.regatta.pl
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
