kronika rodzinna
2015-09-28
POLSKA: Zmierzanie do innego świata - droga do Lądka Zdroju

Zawsze gdy dojeżdżam do Lądka Zdroju, wydaje mi się, jakbym przemieszczała się do innego świata. Już kilkadziesiąt kilometrów wcześniej zmienia się architektura – domy nie przypominają zabudowań typowych polskich wsi. To poniemieckie budownictwo, które - trzeba przyznać - ma swój urok.


Nysa, Otmuchów, Paczków - nazwy mijanych miejscowości kojarzą się z przygodą, wycieczką, zwiedzaniem. Uczyłam się o nich na kursie pilotów wycieczek. Ostatnie kilometry to niesamowita droga pełna zakrętów w lesie prowadząca od Złotego Stoku, słynnego z kopalni złota, do uzdrowiskowego Lądka. Nigdy nie starcza czasu na zwiedzenie mijanych miejscowości, bo spieszę do mojego celu podróży, gdzie czekają atrakcje przygotowane przez organizatorów Przeglądu Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady, od niedawna przemianowanego na Festiwal Górski.


Baza festiwalu to Kinoteatr w Parku Zdrojowym i okolice. Od kilku lat na czas imprezy stawiany jest ogromny namiot, w którym odbywają się spotkania ze słynnymi wspinaczami i ludźmi gór. W tym roku zaproszeni byli: Leo Houlding, Pete Wittaker i Alex Txikon. Poza tym cała plejada polskich gwiazd: Marcin Tomaszewski, Janusz Gołąb, Adam Pustelnik, Krzysztof Wielicki, Andrzej Bargiel, Maciek Ciesielski i wielu innych.


Filmy najlepiej ogląda się w Kinoteatrze. Tego typu imprezy to w zasadzie jedyna okazja, by obejrzeć dobre kino górskie. Filmy te nie są puszczane w telewizji (takie emisje to wyjątkowe przypadki), nie można ich dostać na płytach dvd i wcale nie tak łatwo jest je ściągnąć z netu. W tym samym czasie co prezentacje kina górskiego odbywają się spotkania, które też są wyjątkowe i zazwyczaj jednorazowe, bo dotyczą ostatnio zorganizowanych wypraw i bieżących osiągnięć. Rzadko widywani znajomi z całej Polski przybywają na imprezę podobnie jak my z zamiarem ogarnięcia jak największej ilości przygotowanych w programie atrakcji, a kończą jak zwykle, czyli posiadówami i pogaduchami w amfiteatrze przed wejściem do Kinoteatru lub przy stoliku w okolicznych knajpkach. Co zatem wybrać?!

 

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl

 


Jedynym pocieszeniem jest fakt, że w Polsce jest kilka festiwali górskich, które udaje mi się w miarę regularnie nawiedzać i tam mam szansę zobaczyć te filmy i uczestniczyć w tych spotkaniach, które przegapiłam na wcześniejszych.


Tegoroczna edycja festiwalu w Lądku Zdroju była jubileuszowa – dwudziesta. W holu Kinoteatru wystawiono rollup z logotypami wszystkich festiwali. Próbowałam dojść do tego, od którego festiwalu przyjeżdżam do Lądka (a jestem tu niemal co roku). Najpierw przyjeżdżaliśmy z Darkiem, jak jeszcze naszych dzieci nie było na świecie, potem dzieci udawało się zostawiać z dziadkami i sami tu przybywaliśmy. Od kilku lat zabieramy je z nami i jeszcze babcię, która może się dzieciakami zająć wtedy, gdy my oglądamy filmy późno wieczorem.


Pierwszy raz z dziećmi trafiliśmy tu jak organizację imprezy przejął Maciek Sokołowski. To wtedy zainaugurowano w Lądku cykl Króliczek Wędrowniczek, czyli pokazy rodziców podróżujących z dziećmi – niestety pomysł został zarzucony. Naszym dzieciom jednak tak się spodobała atmosfera lądkowa (przygotowano dla nich opiekę w przedszkolu festiwalowym ze specjalnie dla najmłodszych odbywającymi się warsztatami), że nie wyobrażają sobie już do Lądka nie przyjeżdżać.


My natomiast jesteśmy związani z Lądkiem od szóstej lub siódmej edycji. Mnóstwo lat! Ciekawie jest obserwować, jak ta impreza ewoluuje. Pamiętamy Lądek Zbyszka Piotrowicza i Bartka Małka, nie bardzo chcemy wspominać niezbyt udane imprezy, gdy festiwal przejął urząd miasta, i cieszymy się, jak rozkwitł pod zarządem Maćka Sokołowskiego.
Zawsze przyjeżdżając tutaj, obiecujemy sobie, że pozwiedzamy okolice. Pójdziemy na wycieczkę w góry, zjedziemy do kopalni złota w Złotym Stoku, przejdziemy się choć po mieście nad Stawy Biskupie, do arboretum lub na Trojak. Jednak tak żal jest nam opuszczać seanse w kinie i rezygnować z innych punktów programu, że ostatecznie ciągle wyjeżdżamy z Lądka Zdroju z niedosytem.

 

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl

 


W tym roku zrobiliśmy jedynie półtoragodzinny spacer po lesie ponad uzdrowiskiem, a na górę Trojak wbiegłam w ramach biegu HiMountain HiRun. Dzieci pobiegały 300 metrów w okolicach Stawów Biskupich.


Już tęsknię za Lądkiem. Za Górami Złotymi, spacerami wśród skał lądeckich i widokami z punktów widokowych. Także za jesienią w Parku Zdrojowym. Festiwal odbywa się w drugiej połowie września i z pobytów o tym czasie pamiętam zawsze drzewa parkowe w pięknych jesiennych kolorach.


Tym razem wróciliśmy z Lądka Zdroju przez Czechy. To kolejny dowód na niesamowitość tego miejsca. Krótsza trasa do naszego domu wiedzie po drugiej stronie granicy. Czyż nie pachnie to egzotyką i namiastką wyprawy, choćby do naszych południowych sąsiadów? Wyprawy znowu niestety zbyt krótkiej...

 

Kamila Gruszka

 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...