Nie jest to ani najpiękniejsza, ani najbardziej klimatyczna dzielnica Lizbony, ale jednak Belém przyciąga - szczególnie tych, którzy lubią przemierzać świat wszerz i wzdłuż. Zauroczyło nas przed wyjazdem do Portugalii zdjęcie Pomnika Odkryć Geograficznych w kształcie dzioba statku przemierzającego wody Tagu – rzeki, która ma połączenie z Atlantykiem. A tam świat stał już przed odkrywcami otworem. To stąd - portu w Belém, zwanego wtedy Restelo - Vasco da Gama w 1497 roku wyruszał przez oceany i morza w poszukiwaniu drogi do Indii.
Być może jednak nie spędzilibyśmy w Belém całego dnia, gdyby nie fakt, że tam właśnie - w Centro Cultural de Belém - mieściło się biuro zawodów odbywającego się dzień później Meia Maratona de Lisboa, który mieliśmy biec. Zawitaliśmy więc tam całą hałastrą – dwie rodziny: 4 dorosłych i 4 dzieci. Gdy dzieci baraszkowały na Praca de Imperio naokoło podświetlanej wieczorami fontanny, my nie tylko przemierzaliśmy ogromne przestrzenie centrum kulturalnego, w którym odbywają się koncerty, wystawy i funkcjonuje galeria z kolekcją sztuki Berardo oraz odbieraliśmy pakiety startowe, ale także zapoznawaliśmy się ze smakiem bananów pochodzących z Madery, wyspy wiecznej wiosny, jednej z niewielu posiadłości, które ostały się Portugalii po erze podbojów i wielkich odkryć.
W środku Pomnika Odkrywców przechowywane są dokumenty, które owe odkrycia i nabytki poświadczają. Swoją drogą wśród Portugalczyków wyjątkowo duża była obfitość odkrywców, których nazwiska znane są nam z lekcji historii czy geografii: Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Bartolomeu Dias. Portugalczycy mają nawet króla, który nazywał się Henryk Żeglarz. Na Padrão dos Descobrimentos to właśnie on stoi na czele pochodu postaci zwróconych w stronę, dokąd wyruszały statki. Są wśród nich także misjonarze, naukowcy, konkwistadorzy i zwykli marynarze. Windą można wjechać na górę - na taras widokowy, skąd w całości możemy ogarnąć widok gigantycznej mozaiki przedstawiającej mapę dawnych odkryć geograficznych i ważnych rejsów Portugalczyków.
Sam pomnik to 52-metrowa współczesna budowla, powstała zaledwie w 1960 roku, w 500-rocznicę śmierci króla Henryka Żeglarza. I mimo że idea powstania pomnika wpisana była w reżim rządzącego wtedy Portugalią dyktatora, Salazara, to jednak jego sylwetka stała się jednym z symbolów dzielnicy Belém, jeśli nawet nie całej Lizbony.
Jest kilka jeszcze innych zabytków, które warto zobaczyć w Belém, jednej z niewielu dzielnic Lizbony nie zniszczonej przez gigantyczne trzęsienie ziemi, które miało miejsce w 1755 roku. Wpisana na listę UNESCO Wieża Belém, oddalona kiedyś od brzegu i oblewana nurtami rzeki, była strażnicą strzegącą portu. Podejdźcie do niej wzdłuż nabrzeża, by podziwiać zdobienia w stylu manuelińskim, typowe tylko dla Portugalii i inspirowane przez samego króla Dom Manuela, który środki na budowę czerpał z przywożonych na statkach bogactw z zamorskich kolonii.
Krążą opowieści, że budowę najpiękniejszego przykładu budowli w tym stylu – pobliskiego klasztoru Hieronimitów (również wpisanego na listę UNESCO) król zarządził po tym , jak Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii. Fundusze pochodziły z podatków z handlu przyprawami. Sam Manuel nie doczekał ukończenia budowli w obecnym jej kształcie. W przyklasztornym kościele znajdują się grobowce licznej rodziny królewskiej, w tym samego Manuela z małżonką. Jest tu także nagrobek sławnego żeglarza Vasco da Gamy, choć on sam jest pochowany gdzie indziej. Wstęp do klasztoru jest płatny, podobnie jak wejście do wieży Belém i na taras widokowy na Pomniku Odkrywców. Jedynie dzieci do 12 roku życia mają wstęp wolny.
W Belém trudno uniknąć skosztowania kruchych babeczek wypełnionych budyniowym kremem. Nawet jeśli nie mieliśmy w planach zatrzymania się w słynnej cukierni Antiga Confeitaria de Belém albo może nie mieliśmy w ogóle pojęcia o istnieniu takich ciasteczek, to tłumu przed wejściem do lokalu trudno nie zauważyć. Dziennie sprzedaje się tutaj kilka tysięcy babeczek.
Kolejka dość szybko mija i już możemy wynieść ze sobą w charakterystycznych papierowych torbach naszą zdobycz, by spożyć ją na przykład na ławce w pobliskim Ogrodzie Tropikalnym. Wstęp jest płatny, ale to zaledwie 2 euro za możliwość podziwiania zamorskich drzew i krzewów sprowadzonych z kolonii do ogrodów królewskich, których kiedyś Jardim Botânico Tropical był częścią. Przylega do Palácio de Belém, zamienionego obecnie na rezydencję prezydenta. Charakterystyczny różowy budynek jakoś dziwnie nie przystaje do powagi tego urzędu, ale może Portugalczycy mają inny charakter niż my, Polacy. Jeśli chcemy wniknąć w historię prezydencji portugalskiej, możemy odwiedzić muzeum znajdujące się przy pałacu.
W dzielnicy Belém sporo zresztą jest muzeów, do których warto zajrzeć, jeśli ma się więcej czasu. W lewym skrzydle Moisteiro dos Jeronimos działa Muzeum Morskie oraz nieco dalej - Archeologiczne. Charakterystyczna kopuła zdradza przeznaczenie budynku w pobliżu klasztoru – to planetarium. Mocno reklamuje się także i rzuca w oczy Narodowe Muzeum Powozów (Museu Nacional dos Coches).
Nawet jeśli tylko będziemy przejeżdżać przez Belém głównymi arteriami: Avenida da India i w drugą stronę - Avenida Brasília, na pewno nasz wzrok nie ominie imponującej konstrukcji wznoszącej się wysoko nad rzeką Tag. To Ponte 25 de Abril czyli Most Kwietniowy. Sześć pasów ruchu i 2277 metrów długości wcale nie czyni go najdłuższym z mostów w okolicy. Most Vasco da Gamy liczy sobie aż 17,2 km! Ale to właśnie z Mostu 25 Kwietnia startują zawodnicy półmaratonu, w którym i my mieliśmy okazję uczestniczyć. Dla biegacza bajka, bo pierwsze 5 kilometrów to praktycznie cały czas bieg w dół. Nieprzebrany tłum startujących z góry błogosławi Chrystus, którego figura widoczna z Belém po drugiej stronie rzeki, przypomina tę słynniejszą – brazylijską z Rio de Janeiro. Ta portugalska wersja jest zdecydowanie mniejsza i późniejsza.
Dzielnicę Belém polecamy wszystkim, którzy zamiast wąskich uliczek wolą przestrzenie, zielone parki i świeży powiew znad oceanu. Nasze dzieci wspaniale się tam czuły.
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
