Niewielkie miasteczko Guimarães, raczej rzadko odwiedzane przez turystów, może poszczycić się chlubną przeszłością. Urodził się tutaj pierwszy król Portugalii, Alfons I Zdobywca. Niedaleko miała miejsce bitwa, w której pokonał wojska swojej matki Teresy Kastylijskiej, w wyniku czego ogłosił się władcą niezależnego państwa Portucale, a Guimarães zostało pierwszą stolicą nowego państwa.
Nam niesamowicie podobała się atmosfera tego miejsca, z jednej strony senna i nie mająca zupełnie nic wspólnego z chlubną przeszłością, a z drugiej – pełna życia, ale tego zwykłego, codziennego, portugalskiego: z gospodyniami w oknach obserwującymi ulicę, z praniem zawieszonym na balkonach zabytkowych kamienic na głównym placu miasta, z zajętymi niemal wszystkimi miejscami w kawiarnianych ogródkach przez osoby, które wcale nie wyglądały na zagranicznych turystów, raczej na lokalnych mieszkańców.

Zapoznanie się z atrakcjami historycznymi miasteczka najlepiej zacząć od zamku i gotyckiej rezydencji Bragançów. Ta ostatnia robi wrażenie wieżyczkami i spiczastymi dachami. Wygląda imponująco! Podziwiamy, w jakim dobrym stanie zachowała się ta XV-wieczna budowla, dopóki nie odkrywamy, że została całkowicie odnowiona (czytaj: odbudowana) w latach 30. XX przez Salazara, w czasie jego dyktatorskich rządów - upodobał ją sobie na rezydencję prezydencką. Obecnie także nocują tu od czasu do czasu prezydenci Portugalii. Dla zwiedzających udostępnione są sale, które dzięki wyposażeniu uzmysławiają, jak mógł wyglądać pałac w dawnych czasach. Szczególne wrażenie robi Sala Bankietowa. Warto zwrócić uwagę na wykończenie sufitu – drewniane, kształtem przypominające kadłub statku.

Zaledwie pięć minut drogi dzieli nas od zamku, w którym miał się urodzić Alfons Henryk – syn hrabiego Portucale Henryka Burgundzkiego i Teresy Kastylijskiej. Idąc w kierunku zamku mija się romańską kaplicę São Miguel do Castelo, gdzie miał się odbyć jego chrzest w 1111 roku. Zamek zachowany jest w znacznie gorszym stanie niż Paço dos Duques de Bragança, ale przez to jest bardziej malowniczy (przynajmniej z zewnątrz) i mimo wszystko imponujący. Wstęp w czasie naszych odwiedzin był wolny, choć widać było zainstalowane wcześniej bramki do sprawdzania biletów. Świeże drewniane podesty ułatwiały wędrówkę po murach zamkowych, choć niestety nieco zaburzały harmonię tego miejsca. Ale nie ma co wybrzydzać – przecież zamki to ulubione miejsca do zwiedzania dla naszej ekipy.

By dotrzeć do centrum, przechodzimy przez duży plac - Largo Martins Sarmento, przy którym mieszczą się zabudowania dawnego klasztoru św. Klary. Wnętrze pokryte jest płytkami azulejos, a w ścianie możemy podziwiać pięknie rzeźbioną jedną ze scen drogi krzyżowej – to przypomina nam, że w Portugalii duże znaczenie mają obchody Wielkiego Tygodnia (Portugalię odwiedziliśmy w okresie wielkanocnym). Sklepy ozdobione są fioletowymi chorągiewkami, a przed niektórymi wystawione są wręcz swego rodzaju ołtarzyki.

Idąc dalej wytyczoną już w średniowieczu Rua de Santa Maria, po lewej miniemy nowsze zabudowania Convento de Santa Clara, obecnie zamienionego na siedzibę magistratu. Otoczona pięknymi starymi domami ulica doprowadza nas do Praça de Santiago. To tam właśnie mieliśmy ochotę przysiąść na dłużej, by poobserwować autentyczne życie portugalskiego zaściankowego miasteczka.


Pod arkadowym budynkiem (kiedyś mieściła się w nim rada miejsca), przejdziemy na nieco mniejszy plac – Largo da Oliveira z ciekawym kościołem Matki Boskiej Oliwnej z nietypowym ślepym oknem, wybudowanym chyba tylko po to, by pokazać kunszt mistrza, który wykonał jego zdobienia. Kolejna przedziwna konstrukcja to pomnik zwycięskiej bitwy rozegranej nad rzeką Salado, który pochodzi aż z XIV wieku, a wygląda jak gotyckie zadaszenie, tylko właśnie nie wiadomo, co miałby chronić. W pobliskim klasztorze mieści się muzeum znane z kolekcji sreber.

Podsumowując naszą wizytę w Guimarães, wpisanym w 2001 roku na listę UNESCO, musimy stwierdzić, że było to jedno z najurokliwszych miasteczek, jakie w Portugalii zobaczyliśmy. Wybrane przez nas nieco przypadkowo z szeregu atrakcji dostępnych na północy Portugalii, pozwoliło nam wniknąć w specyfikę życia na portugalskiej prowincji, do tego w tej części kraju, które uchodzi za nieco zaściankowe i zdecydowanie bardziej tradycyjne niż południe. Warto się tu wybrać!
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
