kronika rodzinna
2016-04-09
PORTUGALIA: Park Narodowy Peneda-Geres – jedyny w Portugalii

Szlaki naszych podróży często wiodą przez parki narodowe: krajobrazy tam zazwyczaj najpiękniejsze, oddycha się jakoś głębiej, a przede wszystkim można wędrować długo przed siebie. Dla tych, co lubią przyrodę, cel idealny. Niektóre nasze wyjazdy, szczególnie te skandynawskie, to wyłącznie przemieszczanie się od jednego do drugiego parku narodowego i w ich obrębie. Nic dziwnego, że wyjeżdżając do Portugalii, również szukaliśmy takiej możliwości. Zdziwiliśmy się jednak, że park narodowy w Portugalii jest jeden jedyny, a w dodatku informacje o wędrówkach w okolicy były dość niejasne i relacji od osób, które wcześniej odwiedziły ten rejon, znaleźliśmy mało. Dopiero zasięgnięcie języka u miejscowych pozwoliło nam ustalić najlepsze miejsce wypadowe – Campo de Gerês.

Aby dojechać do Parku Narodowego Peneda-Gerês, wyruszyliśmy z Madalena przez Porto i Bragę aż pod granicę z Hiszpanią. To około 2 godzin jazdy. Za Bragą odbija się w bardziej lokalne drogi, a końcówka wiedzie już naprawdę malowniczymi i... nieco wyczerpującymi kierowców zakrętami przez okoliczne wioski. Warto zwrócić uwagę na zabudowę, bo w niejednym gospodarstwie znajdziemy stare kamienne domy z dachami ze strzechy oraz charakterystycznymi dla tego rejonu spichlerzami stojącymi na wysokich nogach zwieńczonymi krzyżem. Przez park można przejechać samochodem, zaglądając do takich ciekawych miejscowości jak: Portela do Homom, czy w innej części Lindoso, a można także powędrować szlakami, na temat których informacje uzyskamy w punkcie informacji turystycznej przed wioską Campo de Gerês (budynek po lewej stronie).

To właśnie tam dojeżdżamy i zostawiamy auto. Mapki poszczególnych szlaków można zakupić za symboliczną kwotę 0,10 euro. Nie spodziewajmy się jednak, że wiele z nich wyczytamy. To raczej mapy poglądowe, pozwalające na ogólną orientację w terenie, a w rzeczywistości pracownik parku zaleca nam kierować się znakami. Spod centrum informacji wiedzie 9-kilometrowy szlak w kierunku Vilarinho das Furnas, sztucznego zbiornika utworzonego w 1972 roku, w wyniku przegrodzenia rzeki Homem. Pod wodą znalazła się wioska Vilarinho da Furna, której dotyczy wystawa muzealna zlokalizowana w tym samym budynku co informacja (wstęp płatny).

 



Trasa szacowana jest na 3 godziny marszu i tworzy pętelkę, co nam bardzo pasuje. Początkowo idzie się asfaltem do wioski Campo de Gerês, dopiero za skrzyżowaniem w centrum wioski odbija się w prawo i już chwilę później wychodzi ponad las z widokami, które tak uwielbiamy w górach. Nie na długo. Za chwilę ścieżka wiedzie nas w dół w prawdziwy gąszcz leśny, w którym czujemy się jak w lesie deszczowym. Niespodziewanie wychodzimy na szeroką drogę, którą można dojechać do granicy z Hiszpanią. Nasz szlak jednak nią nie wiedzie. Znaczek znajduje się przy ledwo widocznej ścieżynce wiodącej wśród krzewów, wznoszącej się coraz bardziej wysoko na punkty widokowe, skąd doskonale widoczne jest jezioro.

 

 

To najpiękniejszy fragment wędrówki, aczkolwiek mniej więcej w połowie uświadamiamy sobie, że mimo że ścieżka nas prowadzi bez kluczenia, to znaczków na tej trasie nie odnajdujemy. Wyprowadza nas ostatecznie na tę samą szeroką drogę, którą samochody jadą do granicy, co wcześniej, tylko w innym miejscu. Zrobiliśmy sobie taki skok w bok, którego absolutnie nie żałujemy. Mimo wszystko zaczynamy się zastanawiać, co dalej. Rzut oka na mapę uświadamia nam, że właściwy szlak powinien prowadzić bliżej zbiornika wodnego. Odnajdujemy więc jakąś ścieżkę, która - mamy nadzieję - doprowadzi nas w jego pobliże i... niespodziewanie wychodzimy na fragment szlaku z czasów rzymskich z autentycznymi rzymskimi kamieniami milowymi!

 

 

Słyszeliśmy wcześniej, że można zrobić w okolicy wycieczkę starożytnym traktem aż do Hiszpanii, ale nie spodziewaliśmy się zupełnie, że nam się uda na niego trafić. Niesamowite to uczucie wędrować ze świadomością, że kilka tysięcy lat wcześniej tak samo jak my wędrowali tędy żołnierze legionów rzymskich.

Odnajdują się także niedaleko traktu rzymskiego nasze znaczki, które doprowadzają nas do spotkania z niezwykłymi zwierzętami – krowami z wielkimi rogami, które hodowane są tylko w tym rejonie! Na szczęście przepuszczają nas dalej, ale co z tego, jeśli znowu gubimy szlak. Razem z nami poszukują znaczków hiszpańscy turyści. Narzekamy na oznaczenia, bo faktycznie nieco po macoszemu było oznakowanie szlaków w Peneda potraktowane. Nieco więc intuicyjnie skręcamy do wioski, którędy miała wieść droga powrotna, ale zdaje się, że części 9-kilometrowej trasy nie zaliczyliśmy.

 



Na koniec refleksja. Zdaje się, że ochrona przyrody nie ma aż takiego znaczenia dla Portugalczyków jak dla nas Polaków, czy mieszkańców innych państw. Chyba też wędrowanie po górach nie jest ich ulubioną rozrywką i nie kładzie się na tego typu aktywności nacisku. Spotkaliśmy na szlaku wielu Hiszpanów, a żadnego Portugalczyka, choć być może zmieniają się te proporcje w innych, bardziej letnich i sprzyjających wędrówkom miesiącach. W każdym razie o oznaczenia nie dba się zbytnio, nie ułatwiając tym samym zadania turystom. I niestety na koniec trzeba przyznać, że i krajobraz nie był znowu tak zachwycający, jak by można było oczekiwać po jedynym parku narodowym Portugalii. Cóż, taka specyfika kraju. Po przyrodę będziemy więc jeździć do Skandynawii, a w Portugalii trzeba się jednak nastawić na zwiedzanie miasteczek, tym uroku nie brakuje.

 

(kg)

 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...