kronika rodzinna
2016-04-10
PORTUGALIA: Porto – miasto sześciu mostów

Po Lizbonie Porto jest drugim najłatwiej osiągalnym z Polski miastem Portugalii. W pobliżu jest lotnisko, a z Polski połączenia mają tanie linie lotnicze (podobnie jak do stolicy). Co zatem wybrać Porto czy Lizbonę? Po wizycie w obydwu miastach musimy stwierdzić, że każde jest jedyne w swoim rodzaju, ale jednak Lizbona jest większa, bardziej gwarna i trudniejsza do ogarnięcia. Porto wydaje się swojskie, takie do posiedzenia, wypicia wina i zjedzenia, gdzie nigdzie nie trzeba się spieszyć, a większość ciekawych miejsc jest w zasięgu pieszej wędrówki.

Najważniejszym punktem orientacyjnym w topografii miasta jest rzeka Douro, której brzegi spina sześć mostów. Samochód warto zostawić przy nabrzeżu, wklepując w GPS-a ulicę Avenida de Gustavo Eiffel. Nazwa nie jest przypadkowa, bo jeden z mostów projektował sam Eiffel, a drugi – podobny - jego uczeń. Warto przespacerować się od miejsca postoju brzegiem rzeki, podziwiając wspaniałe widoki na strome brzegi i najbardziej efektowny z mostów - Ponte de Dom Luis I. To punkt, który można uznać za właściwy początek atrakcji Porto.

 



Dalej ciągnie się Cais da Ribeira, czyli bardzo gwarne wybrzeże z mnóstwem restauracji i barów, których stoliki zastawiają cały plac Praça da Ribeira i drogę wzdłuż dawnych murów, na których osadzone są urokliwe budynki. To część wpisana na listę UNESCO i mocno turystyczna, ale też malownicza.

Po drugiej stronie widać Vila Nova de Gaia, czyli to z czym najbardziej kojarzy się miasto Porto. Produkuje się tam wina porto z winogrona przywożonego z winnic ulokowanych wzdłuż rzeki Douro. Te najbardziej cenione muszą przebyć drogę ponad 100 km, bo najlepsze tereny do uprawy są aż pod granicą hiszpańską. Historia produkcji porto związana jest z Brytyjczykami, którzy spopularyzowali ten rodzaj wina najpierw na dworze królewskim, a potem w całej Europie. Nic dziwnego, że nazwy wytwórni widoczne na dachach budynków są bardziej angielskie niż portugalskie: Sandeman, Taylor, Cockburn's. Oferują możliwość degustacji, a bezpłatne zaproszenia otrzymuje się wraz z biletem na kolejkę linową, którą można się dostać z górnej części po drugiej stronie mostu Luisa I do nabrzeża Vila Nova de Gaia.

 



Stacja kolejki usytuowana jest tuż przy efektownym okrągłym białym budynku będącym częścią Moisteiro da Serra do Pilar. To wspaniały punkt widokowy na całe nabrzeże.

Jak się tam dostać? Najlepiej przejść na drugą stronę rzeki górną częścią mostu. Dolna też jest dostępna dla pieszych, ale obok jest część wydzielona dla samochodów, więc większa przyjemność spaceru jest na wyższym poziomie z widokami na rzekę i domy malowniczo położone na opadających w dół brzegach. Tu od czasu do czasu przejedzie jedynie metro, które akurat przed mostem wyjeżdża z podziemnego tunelu. Trasa piesza nie jest całkowicie oddzielona od torów, trzeba więc uważać, żeby nie wpaść pod koła!

 



Ale jak się dostać po stronie Cais da Ribeira znad rzeki na górną kondygnację mostu? Sprawa wcale nie jest oczywista. Można albo skorzystać z kolejki, tym razem szynowej, dość stromo pnącej się w górę (stacja kolejki tuż przy Ponte de Dom Luis), albo – i to polecamy! - przejść się po widocznych tuż przy moście schodach na górę. Co prawda wędrówka jest dość wyczerpująca, ale wspinanie się po kolejnych stopniach to chyba fragment wycieczki do Porto, który najbardziej będzie nam się ze specyfiką tego miasta kojarzył. Bo w trakcie wędrówki można podpatrzeć życie mieszkańców toczące się na podwórkach widocznych z góry. Tuż przy schodach zobaczymy wiszące pranie, bawiące się dzieci, wygrzewające się w słońcu koty, szczekające psy i różne mniejsze i większe śmieci, a nawet kupy zwierząt walające się naokoło. Takie prawdziwe życie w najbardziej turystycznej części miasta wpisanej na listę UNESCO. Zwiedzając północ Portugalii właśnie taką prawidłowość zauważyliśmy: że mieszkańcy nie przejmują się turystami i nie pucują pod przybyszów z zagranicy terenu naokoło. Tu życie toczy się bez wartwy pudru.

 



Jak już dojdziemy do końca schodów, to przejście przez most Luisa do Vila da Gaia stoi przed nami otworem. Albo możemy wybrać się na spacer w inną stronę, pozwalający zapoznać się z resztą zabytków Porto. W drugą stronę droga jest prosta i prowadzi raczej po płaskim. Jedynie wybrzeże jest strome, choć i w dalszej części Porto, do której trafimy, nie brakuje punktów widokowych.

 



Zaraz przy moście po prawej stronie znajdziemy informację turystyczną, gdzie możemy zaopatrzyć się w bezpłatną mapkę. Przyda się, by mieć orientację w terenie i w usytuowaniu najważniejszych zabytków, co pomoże w wyborze optymalnej trasy spaceru. Nie daliśmy oczywiście rady dotrzeć do każdego ciekawego miejsca, ale zobaczyliśmy kilka, które szczególnie zapadły nam w pamięć.

Według nas punktem obowiązkowym jest katedra Sé z krużgankami wyłożonymi płytkami azulejos, z tarasu której rozpościera się widok na ulicę, którą za chwilę powędrujemy.

Po drodze nie możemy pominąć Estação São Bento, czyli dworca, który jest imponującym zabytkiem od zewnątrz, ale to w środku kryje prawdziwe skarby, czyli historię i obrazki z życia Porto, ułożone oczywiście z biało-niebieskich płytek. Po drodze będziemy mijać jeszcze wiele kościołów tak udekorowanych.

 



Przy Igreja dos Congregados odbijamy w prawo, bo chcemy dotrzeć do Biblioteki Publicznej, której wnętrza były inspiracją dla J.K. Rowling do stworzenia opisów szkoły czarodziejów w książce o Harrym Potterze. J.K. Rowling pisała tę obecnie wielotomową powieść, mieszkając właśnie w Porto!

Niestety biblioteka tego dnia była zamknięta. Wracamy więc do Praça da Liberdade, który pełni w Porto funkcję rynku. Spotkamy tu m.in. grajków, do których dołączyły nasze dzieci zbierając za śpiewy datki do właśnie kupionego kapelusza i czapki z napisem Portugal, będącymi pamiątkami z wyjazdu. Zdobyły uznanie etatowych panów muzyków, ale nic nie zarobiły.

Od Praça da Liberdade ciągnie się deptak – Avenida dos Aliados – w kierunku efektownego ratusza miejskiego. My jednak kierujemy się do kościoła, którego cechą wyróżniającą jest najwyższa w całej Portugalii wieża granitowa – Torre dos Clerigos. Samo wnętrze kościoła jest ciekawe, bo ma dość nietypowy kształt – owalny. Korzystamy z uroków pobliskiego parku, gdzie odpoczywamy przed dalszą częścią wycieczki.

 



Dawne więzienie będące obecnie Muzeum Fotografii, Muzeum Historii Naturalnej, Kościół Karmelitanek, Szpital Świętego Antoniego to wszystko ciekawe budynki, które mijamy po drodze, ale tak jakoś mamy, że wolimy zielone przestrzenie bardziej niż miejskie, więc najbardziej nam się podoba w parku przy ulicy Dom Manuel II. Niestety złudzenie z mapy nie potwierdziło się i nie znaleźliśmy wyjścia po drugiej stronie, ale dzięki temu dość dobrze poznaliśmy park, łącznie z punktami widokowymi na rzekę Douro i możemy potwierdzić, że warto tu spędzić nawet kilka godzin. Co prawda Palacio de Cristal, który znajduje się w parku, wcale nie okazał się kryształowy, ale zdecydowanie większym atutem tego terenu niż dość zniszczona okrągła hala, która najlepsze lata ma już za sobą, są zielone alejki, place zabaw dla dzieci i parkowe zakamarki.

 



Wracamy mogąc w pełni delektować się widokami na miasto i rzekę. Po drodze mijamy dwa punkty widokowe: jeden przy ulicy Calcada das Virtudes, a drugi usytuowany na szczycie schodów w pobliżu Moisteiro Sao Bento da Vitoria. Inną częścią rozchodzących się w pewnym momencie schodów zejdziemy w dół i mijając dawną halę targową Mercado Ferreira Borges z charakterystycznym czerwonym dachem oraz Palacio da Bolsa (obecnie giełda papierów wartościowych z efektownymi wnętrzami) dojdziemy w pobliże domu, w którym urodził się król portugalski Henryk Żeglarz. Stąd już blisko do rzeki, która jest najlepszym punktem orientacyjnym i chyba naturalnym celem kończącym spacer po mieście. Można w pobliżu po raz kolejny przysiąść, coś zjeść, napić się i odpocząć z widokami na drugi brzeg Douro i oświetlony most Luisa.

 



A jeśli ktoś, tak jak my, zmęczy się atrakcjami miejskimi, może się wybrać do największego w Porto parku Parque da Cidade, miejsca odpoczynku mieszkańców. Znajdziemy tu tereny do uprawiania różnorakich sportów, boiska, centrum eksperymentalne dla dzieci, stawy, alejki, czy tereny zielone, które zachęcają do rozłożenia koca i poleżenia dłuższą chwilę.

W Porto polecamy jeszcze jedną atrakcję, której fani footballu nie mogą pominąć, ale o tym będzie osobny wpis.


(kg)

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...