Primus Commuter Mug - kubek termiczny dla tych, co dużo piją :)

Commuter Mug to solidnie wykonany kubek termiczny znanej szwedzkiej firmy Primus, producenta palników, naczyń turystycznych i termosów, działającego w branży już od 1882 roku! Wykonany jest z wysokogatunkowej stali nierdzewnej. Ażeby zwiększyć właściwości termiczne, wyposażono go w podwójne ścianki. Od zewnątrz powierzchnię pokryto malowaną proszkowo antypoślizgową powłoką, dzięki czemu kubek dobrze leży w dłoni i łatwo się z niej nie wysunie. Opływowy kształt zwężany ku dołowi także ułatwia trzymanie.

Pokrywkę łatwo się odkręca i zakręca. Posiada system, dzięki któremu jednym kliknięciem możemy odblokować ustnik lub go zablokować. System ten działa bez zarzutu i nie zdarzyły się nam nigdy żadne niekontrolowane przecieki. Pokrywka posiada wyprofilowanie ułatwiające przepływ płynu do ust oraz małą dziurkę odpowietrzającą, by gorący płyn nie chlupnął zbyt mocnym niespodziewanym strumieniem. Mechanizm blokady wygląda na dość skomplikowany i rozbudowany, ale najważniejsze jest to, że można go rozkręcić (obrazkową instrukcję otrzymuje się wraz z kubkiem), by dostać się do silikonowej uszczelki i całość wyczyścić z brudu. Trzeba jednak zaznaczyć, że tworzywo, z którego kubek jest wykonany, brudu łatwo nie łapie. Gładkie ścianki wewnątrz sprawiają, że w ramach mycia wystarczy tak naprawdę kubek przepłukać wodą.

 

Dzięki kształtowi kubek można spróbować dopasować do uchwytu na kubek w samochodzie. W nasz jednak nie do końca się wpasowywał, ostatecznie więc woziłam go na kolanach lub pod nogami. Na szczęście kubek był bardzo szczelny i turlał nam się pod nogami bez niebezpieczeństwa, że coś się z niego wyleje.

Od spodu znajduje się antypoślizgowa warstwa mająca dbać o to, by kubek się nie przewracał. Niestety, właśnie stabilność jest wadą tego produktu (choć chyba jedyną, jaką zauważyłam). Jest dobrze wyprofilowany i wygodnie się go trzyma w ręce, ale zwężenie u dołu powoduje, że przy nawet niezbyt gwałtownym popchnięciu jednak zbyt łatwo się przewraca. Na szczęście mechanizm blokujący wypływanie płynu działa sprawnie. Do tego łatwo się go jednym ruchem blokuje, więc nie stanowi to problemu, żeby po każdym łyku kliknąć blokadę – wtedy nawet, jak się kubek przewróci, nic się nie wyleje.

 

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl



Kubek produkowany jest w dwóch pojemnościach: 0,3 i 0,4 l. Jesteśmy właścicielami kubków o mniejszej pojemności i przyznam szczerze, że dla mnie przyjemność picia ciepłej herbaty podczas wyjazdu z Primus Commuter Mug zbyt szybko się kończy. Ale jak już zaznaczyłam wcześniej – piję dużo :) Trudno więc zbyt małą pojemność poczytywać za ułomność, raczej zależy to od osobistych preferencji, ale nie ukrywam, że najbardziej usatysfakcjonowałby mnie kubek o pojemności przynajmniej 0,5 l.

Dość istotną kwestią w przypadku kubków termicznych jest to, jak długo gorący płyn nalany do kubka utrzyma temperaturę zbliżoną do wyjściowej (trzeba pamiętać, że niektórym zależy nie na gorącym napoju, a na zachowaniu jak najniższej temperatury, np. w tropikach). Producent podaje, że Commuter Mug utrzymuje napoje ciepłe przynajmniej 4 godziny, a zimne ponad 6 godzin. Tu mała dygresja: musimy pamiętać, że są to wartości idealne, możliwe przy spełnieniu pewnych warunków. Bo wystarczy przecież, żeby napoju w kubku było mniej (przecież ubywa go w miarę picia), a wtedy szybciej będzie następować wychłodzenie. Na pewno jednak do około 4 godzin napój pozostanie ciepły – to sprawdziłam, choć najczęściej zdecydowanie wcześniej go wypijałam :) Szczerze powiedziawszy w przypadku kubków termicznych nie zależy mi na jak najdłuższym trzymaniu ciepła, jak w przypadku termosów, które mają większe pojemności i wtedy zabiera się je na dłuższe wycieczki. Kubek według mnie ma tymczasowo trzymać temperaturę, a niczego bardziej nie cierpię, gdy zbyt długo muszę czekać, aż napój ostygnie wystarczająco, żeby nie poparzyć mi ust. W przypadku Primusa to nie miało miejsca. Odpowiednie wyprofilowanie ustnika także sprawia, że gorący napój nie wlewa się bez ostrzeżenia do ust.

 

Sporym atutem tych kubków jest odważna kolorystyka. Każdy z naszych czterech ma inny kolor i są one następujące: pomarańczowy, zielony, niebieski i wrzosowy. A do nich gama kolorystyczna się nie ogranicza. Niby mały szczegół, ale jakże przyjemny :)

 

Fot. Kamila Gruszka / barswiat.pl



Kubek termiczny to sprzęt sprawdzający się według mnie najbardziej na naszych wyjazdach samochodowych, podczas biwaku pod namiotem wręcz niezbędny.
W przypadku jednak wędrówki z plecakiem można się bez niego obyć. Choć akurat Commuter Mug niewiele waży, to jednak nie zabrałabym go na wędrówkę ze względu na jego objętość w stosunku do pojemności.

 

Sporym atutem tych kubków jest odważna kolorystyka. Każdy z naszych czterech ma inny kolor i są one następujące: pomarańczowy, zielony, niebieski i wrzosowy. A do nich gama kolorystyczna się nie ogranicza. Niby mały szczegół, ale jakże przyjemny :)

Kubek termiczny to sprzęt sprawdzający się według mnie najbardziej na naszych wyjazdach samochodowych, podczas biwaku pod namiotem wręcz niezbędny.
W przypadku jednak wędrówki z plecakiem można się bez niego obyć. Choć akurat Commuter Mug niewiele waży, to jednak nie zabrałabym go na wędrówkę ze względu na jego objętość w stosunku do pojemności.

 

Kamila Gruszka

 

Więcej recenzji: www.ceneria.pl


 

 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...