Spakowanie 4-osobowej rodziny na tygodniową wyprawę rowerową to nie lada wyzwanie! Trzeba przemyśleć ilość sprzętu, jakość i objętość – wychodzi z tego niezła operacja koncepcyjno-logistyczna.
Przedstawię nasze patenty na podstawie wyjazdu Szlakiem Rowerowym Wybrzeża Morza Wschodniego, czyli szlakiem dookoła Bałtyku w Niemczech. Może komuś takie wskazówki na postawie naszych doświadczeń się przydadzą.
Sakwy
Po pierwsze musimy mieć, w co wszystkie sprzęty włożyć. Jesteśmy zwolennikami solidnych i trwałych rozwiązań. Sakwy muszą wytrzymać trudy przejazdu i wielu wypraw rowerowych, a także być odporne na wszelkie warunki pogodowe, przede wszystkim deszcz.
Bardzo cenimy rozwiązania Ortlieb. To nie najtańszy sprzęt, ale naprawdę sprawdzony. Dwa komplety sakw mamy już od wielu lat. Niedawno dokupiliśmy kolejne – duże sakwy tylne boczne, które na wyjeździe Darek używał w komplecie z przednimi.
W jednym z rowerów lepszym rozwiązaniem okazała się sakwa podsiodłowa (również Ortlieb). Była zadziwiająco pojemna. Spokojnie jedna osoba mieściła w niej wszystkie swoje rzeczy. To coraz popularniejsze rozwiązanie typu „light and fast”, zyskujące spore grono zwolenników. Darek stosuje takie minimalistyczne sakwy na swoich indywidualnych wyprawach oraz zawodach, typu Wisła 1200 czy Pomorska 500.
Ja mam też bardzo wygodną torbę Ortlieb na kierownicę, gdzie mieszczę przedmioty, które warto mieć pod ręką: zapasową dętkę, kurtkę p. deszczową, rękawki i nogawki, gdy zrobi się chłodniej, batony, krem UV, chusteczki etc. Mamy jeszcze kilka innych takich drobniejszych sakw na wyposażeniu dla całej rodziny.

Polskim solidnym wykonawcą sakw jest firma Crosso, której produkty są znacznie tańsze niż Orlieb. Z bardzo dawnych czasów mamy komplet sakw Crosso liczący prawie 20 lat! Wyglądają jak nowe, choć może niekoniecznie nowocześnie. Zawsze ceniłam je za pojemność. Do nich ładowaliśmy na wyjeździe wszystkie śpiwory i maty. Wykonane są z solidnej cordury, ale żeby ochronić je przed mocnym deszczem, konieczne jest nałożenie pokrowców, co już nie jest zbyt wygodne. Obecnie stosowane w sakwach Crosso rozwiązania są znacznie praktyczniejsze.
Z ofertą tej marki można się zapoznać tutaj: https://crosso.pl/.
Namioty
To, ile sprzętu będziemy musieli zabrać na wyprawę, bardzo zależy od decyzji związanej z typem noclegów. Jeżdżąc na krótkie wypady weekendowe i okołoweekendowe po Polsce zazwyczaj staramy się pakować minimalistycznie. Nie zabieramy namiotów, a śpimy na kwaterach. W przypadku dłuższej wyprawy, do tego rodzinnej, przy większej ilości osób i w strefie euro – niestety ceny noclegów w pensjonatach czy hotelach byłyby dla nas kosmicznym kosztem. Dlatego w Niemczech zdecydowaliśmy się na spanie na kempingach.
Na jaki namiot się postawić? Nie może być wielki i ciężki. Musimy go łatwo zapakować na bagażnik. Dlatego nasz większy wakacyjny rodzinny namiot wyprawowy Nomada 3 marki Marabut został w domu. Sprawdzał się na długich wyprawach na północy Europy, gdy cały sprzęt mieliśmy możliwość wieźć w samochodzie.
Na rower zabraliśmy nasz stary 2-osobowy namiot Marabut Baltoro z dawnych wyprawowych górskich czasów. W serwisie Marabuta poprosiliśmy tylko o odprucie fartuchów śnieżnych, by go odchudzić. Gdy będziemy je z powrotem potrzebować, to bez problemu znowu przyszyją. Wszystkim polecam miejscowy serwis pogwarancyjny tego polskiego producenta!
Więcej informacji o serwisie tutaj: https://namioty.marabut.com/pl,dozywotni-serwis,97,c.html

Dla naszej rodziny potrzebowaliśmy jeszcze drugiego namiotu – zdecydowaliśmy się na zakup modelu Mayo Marabuta. Teoretycznie jest to namiot 1-osobowy, ale para albo osoby, które nie mają problemu z przytulaniem się do siebie, spokojnie się w nim wyśpią. W nogach zostaje miejsce na sprzęt, a podręczne rzeczy można zapakować do kieszonek.
Jest to najlżejszy namiot w ofercie Marabuta, wykonany z nowoczesnych materiałów z lekkimi aluminiowymi masztami i szpilkami w komplecie – waży mniej niż 2 kg. Na rynku znajdziemy lżejsze namioty, ale my sobie cenimy trwałość namiotów marki Marabut – odporność na wiatr i deszcz, co sprawdziliśmy na wielu wyjazdach. Mayo nie jest najtańszy, ale wiemy, że to namiot na lata, podobnie jak w przypadku innych naszych namiotów Marabuta.
Więcej o zastosowanych patentach w Mayo tutaj:
https://namioty.marabut.com/namioty,namiot-biwakowy-mayo-red-line-1-osobowy,65.html
Może to oczywista oczywistość, ale muszę wspomnieć, że do zamontowania namiotu na bagażniku stosujemy ekspandery.
Nieoczywistym patentem na spanie jest hamak - coraz popularniejszy patent wśród rowerzystów. Zapewne ze względu na wagę i objętość tego sprzętu. Może się przydać na krótkie wypady, gdy mamy gwarancję bezdeszczowej pogody.
My wzięliśmy na wyjazd hamak dla przyjemności. Wspaniale jest w nim poleżeć po całym dniu na rowerze.
Maty
Niestety decyzja o spaniu w namiocie generuje od razu potrzebę zabrania dużej ilości dodatkowego sprzętu. Potrzebujemy jeszcze mat i śpiworów.
Kiedyś jeździliśmy z matami piankowymi lub bardziej wypaśnymi matami samopompującymi. Ale to duży sprzęt nawet po zwinięciu. Trzeba było takie maty mocować do bagażnika razem z namiotem. Robił się naprawdę pokaźny bagaż.
Życie stało się prostsze, gdy dostaliśmy bardziej minimalistyczne maty, zwijane do małego pakunku.
Ulubioną matą Darka na rowerowe wyprawy była mata Klymit, która waży tylko 260 g, a po zwinięciu stanowi pakunek mieszczący się w dłoniach. To mata z „dziurami” - po napompowaniu mamy wypełnienie „ażurowe”, tylko w najpotrzebniejszych miejscach. Nie jest to może najwygodniejsza mata do komfortowego spania, ale na rowerach spełniała swoją rolę.
Więcej o niej piszemy tutaj: https://www.barswiat.pl/maty-klymit---w-tych-dziurach-jest-metoda---,3386,i.html
Jest z nią tylko jeden problem – jest cholernie droga! Kosztuje ok. 500 zł.
Podobnie sprawy się mają z poleconą nam matą najbardziej rozpoznawalnego producenta mat – Therm-a-rest. Na wyjazdy rowerowe zabieramy matę Neoair Camper SV, którą samodzielnie się dopompowuje, ale gdy złożona - jest małym pakunkiem. Tylko że to kolejna droga mata – za ok. 500 zł.

Gdy więc szukaliśmy mat dla dzieciaków, skupiliśmy się na tańszych rozwiązaniach. Zaprzyjaźniony sklep aktywnyturysta.pl polecił nam pompowane materace Spokey, a dokładnie materace trekkingowe AIR BED. Zamiast 500 zł, to wydatek niecałe 200 zł. Ale przede wszystkim dla nas liczyła się minimalistyczna objętość po spakowaniu – zaledwie 29 x 10 cm oraz niska waga - 516 g. W zasadzie z wszystkich czterech mat na wyjeździe te były najmniejsze po spakowaniu. Miały bardzo poręczny worek, który pomagał w uformowaniu je w mały pakunek.
Maty przed snem trzeba było napompować. Nie potrzeba na to jednak zbyt dużo czasu.
Mieliśmy model z dodatkową wbudowaną poduszką – wygodne rozwiązanie.
Tutaj więcej informacji o tym produkcie:
Zielony
https://aktywnyturysta.pl/produkt/materac-trekkingowy-air-bed-gn-spokey/
Szary:
https://aktywnyturysta.pl/produkt/materac-trekkingowy-air-bed-gy-spokey/
Śpiwory
Kolejne sprzęty, o których objętość trzeba zadbać, to śpiwory. Nie kupowaliśmy specjalnie na wyjazd rowerowy nowych śpiworów, bo mamy w domu ich dość sporo: od puchowych, po zwykłe i też różne letnie śpiworki czy też wkładki do śpiworów. Nagromadziło się tego dużo przez lata wyjazdów, a jest to sprzęt, który praktycznie się nie zużywa. Wybraliśmy te lżejsze, które pakują się w najmniejszy pakunek.
Bardzo pomocne są do tego worki kompresyjne do śpiworów, które można mocno ściągnąć paskami i wtedy faktycznie śpiwór będzie zajmował mniej miejsca niż w normalnym worku. Takie worki można osobno dokupić.
Na outdoorowej porównywarce cen Ceneria.pl można przejrzeć ofertę worków kompresyjnych i porównać ceny:
https://www.ceneria.pl/szukaj,1?q=worek%20kompresyjny

Sprzęt do gotowania
Jeśli chodzi o jedzenie, to na wyjazdach rowerowych można się nastawić na jedzenie obiadów w knajpkach, a śniadań przy sklepach i wtedy naprawdę niewiele sprzętu kuchennego potrzebujemy, poza nożem czy scyzorykiem, ale my osobiście uważamy, że lepiej się w sprzęt kuchenny zabezpieczyć. Jeśli sami sobie przygotujemy obiad na kempingu, ograniczymy koszty wyjazdu (dla naszej 4-osobowej rodziny jeden obiad w restauracji w Niemczech to było ok. 50 euro). Poza tym fajnie sobie na koniec dnia przygotować herbatę do termosu i popijać wypoczywając przy namiocie.
Na krótkich wypadach rowerowych niekiedy wystarczy nam jedna minimalistyczna menażka do zagotowania wody. Zalejemy nią gotową owsiankę ze sklepu na śniadanie i liofilizat w ramach obiadu oraz zagotujemy wodę na herbatę. Przez tydzień jednak liofilizatów nie mieliśmy ochoty codziennie jeść, więc kupowaliśmy w sklepie paczkę makaronu i sos w słoiku. Do przygotowania potrzebowaliśmy 2 menażki, plus jedną oddzielną mieliśmy do gotowania wyłącznie wody, żeby nie była tłusta. Taki obiad wystarczał na naszą 4-osobową rodzinę. Wzięliśmy trochę na wyrost również patelnię znajdującą się w zestawie menażkowym, ale przydała się jako naczynie do jedzenia.
Na śniadania kupowaliśmy mleko i musli, które jedliśmy w naszych ulubionych na wyjazdach składanych plastikowych miseczkach Wildo.
O tym sprzęcie już wcześniej pisałam:
https://www.barswiat.pl/zupa-rakowa-w-skladanej-misce-wildo,3384,i.html
Kubeczki też były minimalistyczne, choć nie potrafiłam zrezygnować z mojego podręcznego termosu rewelacyjnej marki GSI Glacier Stainless Microlite – lubię od czasu do czasu wziąć parę łyków herbaty nawet podczas rowerowania.
O tym termosie pisałam dla serwisu Ceneria.pl:
https://www.ceneria.pl/informacje/kubkotermos-marki-gsi-zawsze-pod-reka,16384
Oczywiście na wyjazdach kempingowych niezbędny jest scyzoryk i sztućce (takie plastikowe turystyczne niezbędniki).
Większość kempingów jest wyposażona w kuchnie, a niektóre nawet w czajniki, więc obiad można sobie zagotować bez konieczności zabierania kartusza z gazem i palnika. Ale na jednym kempingu nie było możliwość zagotowania niczego - cieszę się, że zdecydowaliśmy się na wzięcie kartusza z gazem i naszego minimalistycznego palnika Optimus.
Poczytajcie o nim. Jest rewelacyjny!
https://www.barswiat.pl/crux-optimus---maly-palnik-o-wielkiej-mocy,3375,i.html

Ciuchy na wyjazd
Wiadomo, że każdy bierze takie ciuchy na rower, jakie mu odpowiadają i zapewne każdy rowerzysta ma swoje patenty. My przy okazji pakowania na wyjazd i uświadamiania dzieci, że gruba bluza noszona na co dzień nie będzie najlepszym rozwiązaniem, uzmysłowiliśmy sobie, że jednak chyba nie dla każdego to taka oczywista oczywistość - że warto zapakować na wyjazd ciuchy najlżejsze i oddychające.
Na tygodniowy wyjazd rowerowy moim zdaniem wystarczą dwie koszulki rowerowe (mam na myśli takie rozpinane na całej długości z przodu, dobrze wentylowane) i dwie pary krótkich rowerowych spodenek. Ten drugi zestaw tak w razie czego, gdyby coś z pierwszym się stało. Ja moją jedną koszulkę rowerową wyprałam na kempingu, tylko niestety nie wyschła, bo akurat się rozpadało, więc druga się przydała.
Poza tym używam rękawków rowerowych i nogawek – super patenty, żeby co rusz się nie przebierać. Rękawki można łatwo ściągnąć w dół podczas jazdy na rowerze, gdy wyjedzie się na przykład z zacienionego lasu.
Moje rękawki i nogawki kupiłam od Attiq, polskiej godnej polecenia firmy, produkującej odzież sportową, która ma sporo modeli różnych ciuchów na rower.
Ich oferta rowerowa do przejrzenia tutaj: https://attiq.net/10-na-rower
Oczywiście niezbędna jest lekka kurtka przeciwdeszczowa pełniąca także funkcje wiatrówki, wygodna do jazdy na rowerze. Niestety takie modele, które są jednocześnie nieprzemakalne i lekkie, nie są tanie. I trudno znaleźć tanie dobre zastępniki. Trzeba po prostu zainwestować lub czatować na wyprzedaże. Ostatnio koleżanka znalazła tanio używki na Vinted.pl.
Zawsze na wyjazdy rowerowe biorę dodatkowo 1-2 lekkie koszulki oddychające i długie rozpinane spodnie (takie, z których można zrobić krótkie) z cienkiego szybkoschnącego materiału - w ramach zestawu cywilnego: na popołudnie, wieczór, spacer po mieście.
Jeszcze słówko o butach. Jedne buty pełne mam na rower, a do przebrania biorę minimalistyczne sandały paskowe, w których noga odpoczywa po całym dniu, ale też stanowią dla nas obuwie pod prysznic. Darek używa butów z SPD-ami, ale takich, w których w razie czego można też normalnie się poruszać oraz oczywiście ma zawsze sandały na zmianę.
Minimalistyczny ciuch do spania, bielizna, ręcznik szybkoschnący i w zasadzie to wszystko, czego potrzeba na wyjeździe.

Rowerowy sprzęt naprawczy
O sprzęcie naprawczym nie napiszę dużo, bo to domena mojego męża, ale na pewno warto mieć przy sobie zapasową dętkę i podstawowe narzędzia. Mimo że trasy rowerowe są pięknie przygotowane w Niemczech, to jednak nam się jedna dętka przebiła. Na szczęście tylko 4 kilometry przed kempingiem i udało się podpompować koło na tyle, że dojechaliśmy do celu i dopiero potem dętkę wymienialiśmy. Tylko trzeba było zadbać o kolejny zapas albo koło załatać.
Na szczęście w Niemczech na szlaku nie jest z tym duży problem, bo nawet na kempingu dostaniemy podstawowe zapasowe części, choć akurat dętki w potrzebnym nam rozmiarze nie było. Z racji tego że szlak dookoła Bałtyku jest mocno uczęszczany, również na trasie znajdziemy sporo sklepów rowerowych. Ale oczywiście możemy mieć pecha i tam gdzie akurat nam wypadnie awaria, żadnego sklepu nie będzie.
Nam rozpadł się w przedostatnim dniu jeden z bagażników. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na przepakowanie sprzętu do innych sakw – odpuściliśmy szukanie sklepu z częściami tuż przed końcem naszej wycieczki.

Podsumowanie
O przydatnym sprzęcie na wycieczki rowerowe można by pisać długo. Zapewne każdy ma swoje przydatne patenty wypracowane na wielu wyjazdach. My w ostatnim czasie staramy się iść w stronę lekkości i minimalizmu. I chyba faktycznie nam się udaje, porównując ilość sakw i bagażu wiezionych przez innych rowerzystów, których spotykaliśmy na szlaku.
Mam nadzieję, że stosowane przez nas rozwiązania przydadzą się innym.
Dziękujemy sklepowi aktywnyturysta.pl za owocną współpracę i wsparcie w naszych rodzinnych wyprawach.


Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
