kronika rodzinna
2021-06-26
ROWER: Rowerowy Szlak Wód Mineralnych

Wspaniały pomysł i realizacja gminy Muszyna. Szlak prowadzi jak po sznurku przez miejscowości uzdrowiskowe i do poszczególnych zdrojów oraz ujęć wody mineralnej, której można spróbować bez żadnych opłat. Opisy przybliżają historię i specyfikę poszczególnych miejsc. Można korzystać z tablic informacyjnych w wielkiej obfitości albo opisu szlaku i mapki na stronie internetowej.

Trasa od zdroju do zdroju


W zamierzeniu trasa Rowerowego Szlaku Wód Mineralnych jest jednokierunkowa i przedstawia się następująco: Żegiestów →Milik → Szczawnik → Złockie → Jastrzębik → Muszyna. To 33 km, które warto zacząć od Żegiestowa, dzięki czemu zaliczymy wszystkie planowane „przystanki” na trasie, o czym informują tablice (łącznie 13). Pilnowanie tych miejsc „postojów” pozwoli na lepszą orientację, jeśli chodzi o najsensowniejszy przejazd całego szlaku, bo oczywiście możliwe są pewne „warianty” niekanoniczne lub skróty.



Żeby dopełnić pętlę i wrócić do pozostawionego w Żegiestowie samochodu, dodatkowe 10 km pokonaliśmy od Muszyny już poza oficjalnym szlakiem "wód mineralnych", natomiast częściowo ścieżkami rowerowymi Aqua Velo i EuroVelo 11, nie trzeba więc jechać drogą.
W większości szlak został poprowadzony po mało uczęszczanych drogach asfaltowych lub leśnych (na rower szosowy się nie nadaje).

Atrakcje na trasie


Mimo że szlak jest stosunkowo niedługi, warto sobie zarezerwować nieco więcej czasu, bo po drodze czeka nas wiele atrakcji, które szkoda byłoby pominąć. Są to m.in.:
- największa w kraju mofeta, z wydobywającą się na powierzchnię bulgoczącą wodą,
- ruiny zamku dawnego Państwa Muszyńskiego,
- Ogrody Sensoryczne i Biblijne w Muszynie,
- rezerwat przyrody „Las lipowy Obrożyska”,
- zabytkowe drewniane cerkwie połemkowskie w niemal każdej mijanej miejscowości,
- źródła wody mineralnej, przy których można odpocząć na ławkach i w zacienionych wiatach,
- możliwości dodatkowych wycieczek w okolicy, np. do Smoczej Jamy czy na Pustą Wielką z Żegiestowa.
Poza tym będziemy podziwiać uroki Popradzkiego Parku Krajobrazowego, doliny Popradu, Beskidu Sądeckiego, a nawet widoki na Tatry!
Zdecydowanie szlak warty polecenia!

 



Nasz przejazd w dużym skrócie


Samochód zostawiamy za przejazdem kolejowym w Żegiestowie, przy odbiciu z drogi wojewódzkiej 971. Pomijany krótki pierwszy odcinek szlaku (i przystanek nr 1), który biegnie wzdłuż drogi 971 od kładki na Popradzie Żegiestów-Sulin.
Od torów kolejowych jedziemy drogą wzdłuż Żegiestowskiego Potoku układającego się w kaskady. Konsekwentnie pniemy się w górę. Chwila wypoczynku czeka nas przy przystanku nr 2 – przy kościele św. Anny o dość ciekawej bryle, bo podstawa jest murowana, z dobudowanymi trzema drewnianymi wieżami o blaszanych kopułach, stanowiącymi pozostałość po greckokatolickich wyznawcach. Ale nawet jak na łemkowską świątynię jest bardzo nietypowy. Ponad kościołem znajduje się źródełko św. Anny, niestety podczas naszej wizyty nieczynne.
Podjazd w Żegiestowie to niezły sprawdzian, jak na sam początek szlaku, tym bardziej że w pewnym momencie asfalt się za wsią kończy i trzeba jechać po piachu. Warto na chwilę jednak się zatrzymać i spojrzeć w przeciwnym kierunku – Tatry widać z tego miejsca jak na dłoni.


Na górze czeka nas Przystanek nr 3, czyli podziwianie w całej okazałości przestrzeni Popradzkiego Parku Krajobrazowego.

 


Znajduje się tu rozwidlenie szlaków. Kierując się dalej prosto na Przystanek nr 6 (do Szczawnika) ominęlibyśmy piękny zjazd (w prawo) do Milika (droga przez łąkę, a potem w lesie). Co prawda warunki były nieco trudne na trasie pod koniec marca, bo w lesie zalegał jeszcze śnieg, ale wyjeżdża się na piękne tereny w okolicy Milika, który wyjątkowo urokliwie jest położony w otoczeniu szczytów Beskidu Sądeckiego.


W Miliku na pierwszym po wyjeździe z lasu skrzyżowaniu dróg asfaltowych kierujemy się prosto, a potem za znaczkami szlaku do Przystanku numer 4 (na kolejnym skrzyżowaniu w prawo), który zlokalizowany jest przy wyjątkowym miejscu wypoczynku z wiatą, grillem, siłownią pod gołym niebem, stolikami oraz oczywiście… źródłem wody mineralnej – niestety kolejne nieczynne! Ale miejsce przefajne i koniecznie trzeba tu zrobić odpoczynek.


Jeśli chcemy jechać dalej zgodnie z oznaczeniami, to nie warto zajeżdżać dalej do Przystanku nr 5, który jest tylko i wyłącznie węzłem komunikacyjnym dającym możliwości kombinowania ze skrótami szlaku, natomiast lepiej wrócić się do skrzyżowania i wybrać prawą odnogę asfaltu prowadzącą koło drewnianej cerkwi greckokatolickiej św. św. Kosmy i Damiana. Znaki nieco błędnie sugerują, że dotrzemy ponownie do Przystanku nr 3, gdzie podziwialiśmy popradzkie krajobrazy, ale nie do końca tak będzie. Droga prowadząca w górę, mimo że leśna, jest już zdecydowanie bardziej łagodna niż sugerowałby wcześniejszy zjazd. Wyjeżdżamy nią na ten sam grzbiet, co wcześniej, ale już nieco bliżej Szczawnika, gdzie znajduje się przystanek nr 6. Zanim tam dojedziemy mijamy kolejną wiatę, gotową przyjąć rowerzystów na odpoczynek po podjeździe i urokliwą kapliczkę położoną w pięknym rozległym terenie.
W Szczawniku wrażenie na nas robi kolejna cerkiew i wreszcie możemy spróbować prawdziwej mineralnej wody ze źródła za cerkwią – wodorowęglanowo-sodowo-wapniowo-magnezowej :)
Chyba nie zostaniemy jednak fanami smaków takich szczawów...

 


Wracamy na asfalt, więc odcinek między Szczawnikiem a Złockiem (Przystanek nr 7) mija szybko, ale uwaga! Jeśli chcecie jechać według szlaku i zaliczyć wszystkie atrakcje, trzeba odbić w lewo i niestety zaliczyć kolejne podjazdy. Prosto można byłoby dojechać raz dwa do Muszyny i zakończyć szybko rowerową przygodę, a przecież nie o to nam chodzi. Poza tym przed nami najważniejsza według mnie atrakcja – największa w Polsce mofeta, czyli bąbelkowe źródła na pograniczu miejscowości Złockie i Jastrzębika (Przystanek nr 8). Po drodze jeszcze cerkwie w Złockiem i kolejne źródło przy drodze – św. Józefa. No i solidny podjazd do mofety, gdzie zdecydowanie warto zrobić sobie przystanek (o mofecie piszę więcej poniżej).


Po mofecie, ale jeszcze przed Jastrzębikiem czeka nas jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na trasie, z kapliczką na szczycie podjazdu. A potem piękny zjazd z przystankiem przy kolejnych źródłach i cerkwią naprzeciwko (nr 9). Dojeżdżamy ostatecznie do węzła komunikacyjnego (Przystanek nr 10), gdzie łączą się różne warianty zarówno szlaku mineralnych wód, jak i inne: AquaVelo, Turystyczna Pętla Muszyńska oraz Transgraniczny Szlak Rowerowy. Skręcamy w prawo i od tej pory aż do Muszyny będziemy się poruszać słoneczną doliną Popradu.


Kolejny przystanek można zrobić w Muszynie (Przystanki nr 11, 12 i 13). W trakcie naszego przejazdu dzień zaczyna chylić się już ku końcowi (niestety, to marzec…), więc robimy tylko szybki przejazd przez miasto, przystanek na kebaba z konsumpcją przy źródle „Anna” nad Popradem i ponieważ Zamek Muszyński i Ogrody Zmysłów znaliśmy już wcześniej z innej wycieczki, jedziemy przez Andrzejówkę jak najszybciej w kierunku auta. Tak jak pisałam wcześniej, oficjalne wyznakowanie szlaku mineralnego kończy się w Muszynie, ale przy zataczaniu pętli nie pozostaniemy zostawiani sami sobie - możemy skorzystać ze ścieżki rowerowej wzdłuż ruchliwej drogi asfaltowej na pewnym odcinku.

Bulgotka i bąbelkowe źródła


Ponieważ najbardziej niesamowitym miejscem na trasie naszej wycieczki rowerowej szlakiem mineralnych wód w gminie Muszyna była mofeta w Złockiem, to trochę więcej na jej temat.
Mofeta w Złockiem jest największą w Polsce - ze szczelin ziemi z charakterystycznymi bulgotem wydobywają się tu pęcherzyki dwutlenku węgla. Bulgoczące źródła znajdują się w potoku Złockie i obok, w trawie. Jedno - Bulgotka - jest wyjątkowo efektowne, bo zabarwione na rdzawo-pomarańczowo. Naprawdę wszystko to robi ogromne wrażenie, a szczególnie odgłosy! Czuć tu "oddech ziemi".
Miejsce łatwo namierzyć. Tablica informacyjna znajduje się bezpośrednio przy drodze, na granicy miejscowości Złockie i Jastrzębik (tuż przed końcem górki, pod którą trzeba było trochę się namęczyć, żeby podjechać rowerem :)).
Schody prowadzą w dół, na mostek ponad potokiem i na drugi brzeg do "Bulgotki".

 



Cerkwie łemkowskie – pozostałość po dawnych mieszkańcach...


W ostatnim czasie wyjątkowo interesuje mnie kultura łemkowska i sporo czasu spędzam w Beskidzie Niskim, czyli krainie dawniej zamieszkiwanej przez Łemków. Ale Łemkowszczyzna swoim zasięgiem obejmowała nie tylko Beskid Niski, ale też Sądeczczyznę, stąd obecność cerkwi w niemal każdej mijanej przez nas miejscowości w ramach Rowerowego Szlaku Wód Mineralnych: w Miliku, Szczawniku, Jastrzębiku, Złockiem, Andrzejówce i dość oryginalna forma kościoła w Żegiestowie.
Jakoś nie mogę od tematu uciec. Tak się złożyło, że w sobotę biegaliśmy w Beskidzie Niskim, a w niedzielę odwiedzałam rowerem dawne cerkwie łemkowskie w gminie Muszyna…
Rusini byli najczęściej grekokatolikami, ale dawnych mieszkańców już nie ma (zostali wysiedleni w wyniku akcji Wisła po drugiej wojnie światowej), więc dawne cerkwie zostały obecnie przemianowane na kościoły rzymskokatolickie. Ciekawa drewniana architektura została. Trzeba przyznać, że wszystkie obiekty były piękne i zadbane!

 



Miejsca wypoczynku przy Rowerowym Szlaku Mineralnych Wód


Kolejną rzeczą, o której warto wspomnieć przy okazji opisu Rowerowego Szlaku Mineralnych Wód, to bardzo częste miejsca wypoczynku. Chyba pomysłodawcy szlaku zakładali, że rowerzyści będą sobie robić często postoje. Bo co kilka kilometrów mamy jakąś wiatę, tablicę informacyjną, place zabaw, źródło wody mineralnej z ławkami, stojaki na rowery, a nawet siłownie pod gołym niebem!
Oczywiście nie wszystko stworzone specjalnie tylko dla rowerzystów, infrastruktura służy przede wszystkim lokalnym mieszkańcom, mogą z niej korzystać na co dzień, a przemierzający szlak mineralnych wód - niejako przy okazji.
Byliśmy pod ogromnym wrażeniem zadbania tych miejsc i tego, jak myśli się w gminie Muszyna o potrzebach innych.

 



Gorąco zachęcam do skorzystania z uroków tego szlaku – robi wrażenie!

Warto skorzystać z opisu szlaku i „przystanków” oraz interaktywnej mapy dostępnej w linku:
http://muszyna.pl/pl/2030/0/rowerowy-szlak-wod-mineralnych.html



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Przedstawiam pomysł na jednodniową objazdową wycieczkę w okolicach Borów Tucholskich.

Do Borów Tucholskich przyjechaliśmy skuszeni opisami szlaku rowerowego „kaszubska marszruta”. Na miejscu okazało się, że „kaszubska marszruta” nieco odbiega od naszych wyobrażeń w głowach, ale...

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd liczy 190 km. Prowadzi od Częstochowy do Krakowa w bardzo malowniczym terenie.

W Gruzji wchodzi na Kazbek, wspina na Uszbę, wędruje podczas wielodniowego trekkingu ze Stepancminda do Omalo. Ale można inaczej...

Na Cergową (716 m n.p.m.) można dotrzeć z czterech stron świata. Na jej szczycie krzyżują się bowiem szlaki..

...
...
...
...