Bardzo mocno postanowiłam sobie swego czasu, by podciągnąć się trochę z fotografii. Zaczęłam od fotowarsztatów z Pawłem Brzozowskim – najpierw weekendowych, potem tygodniowych, następnie kurs obróbki w Lightroomie. Dalszy ciąg to bezpłatne warsztaty z Piotrkiem Trybalskim z okazji festiwalu 3 Żywioły i jeszcze w tym samym tygodniu w ramach Rozjazdów spotkanie z Markiem Waśkielem.
Wyjazd do Rybnika na Rozjazdy to niemal epopeja. Miałam jechać autobusem, sprawdziłam już nawet połączenia z Krakowa, jednak rano uświadomiłam sobie, że mój tato, który przyjechał do nas dzień wcześniej, jedzie w tym samym, co ja kierunku. Miał mnie podrzucić jak się da najbliżej. W ten sposób wylądowałam gdzieś na trasie za Pszczyną. Tam złapałam stopa – rany, jak ja dawno nie jeździłam stopem! Kierowcą okazał się ultramaratończyk i biegacz górski, więc droga szybko minęła. Zresztą podwiózł mnie tylko kawałek, skąd dalej próbowałam znaleźć połączenie autobusowe. Udało się, ale musiałam się przespacerować przez pół miasta, by trafić na właściwy przystanek. Autobusem dotarłam do Rybnika, ale musiałam się jeszcze przesiąść na autobus miejski do Rybnika-Chwałowice, gdzie mieścił się dom kultury, w którym odbywała się impreza.
Warsztaty były wprost genialne. Właśnie na tym mi zależało – konkretnych wskazówkach i omówieniu przykładowych zdjęć. Przesłanie bardzo było mi bliskie: nieważne jakim sprzętem się fotografuje, trzeba nauczyć się patrzeć na świat, a naukę zacząć od swojego podwórka. Jeśli nie będziemy umieli fotografować tego, co nas na co dzień otacza, nagle nie spłynie na nas oświecenie na dalekim wyjeździe. Szkoda, że Marek Waśkiel pochodzi z Warszawy i tam prowadzi warsztaty dla amatorów fotografii, ktoś taki przydałby się w Krakowie.
Było ciekawe, ale musiałam jeszcze wrócić do domu. Okazało się, że w sobotę po południu niewiele autobusów z Chwałowic jeździ do centrum. Musiałam wziąć taksówkę. Pan nie do końca był zorientowany, gdzie zatrzymują się busy do Katowic, bo wysadził mnie na niewłaściwym przystanku. Ponieważ w pobliżu był dworzec kolejowy, a pociąg do Katowic odchodził za kilka minut, uznałam, że tym razem pojadę koleją. W Katowic trudno było mi się zorientować, gdzie znajduje się dworzec autobusowy, podobnie niedoinformowani byli też pytani przeze mnie ludzie. Dopiero gdy zdesperowana miałam zamiar kupić bilet na kolejny pociąg – tym razem z Katowic do Krakowa, pani w okienku zdziwiona zapytała, dlaczego nie chcę jechać autobusem, że to i szybciej, i taniej. To akurat też wiedziałam, tylko władze kolejowe uznały chyba, że nie ma co pasażerom ułatwiać życia i że niepotrzebne są im tablice informujące, gdzie mają się udać w poszukiwaniu usług konkurencji. Na szczęście pani kasjerka nie utożsamiała się ze swoim pracodawcą i wytłumaczyła mi, jak do busów do Krakowa dojść. Faktycznie trudni byłoby trafić, bo odjeżdżały z nieoznaczonego parkingu z tyłu budynku. W Krakowie udało mi się złapać ostatni środek transportu, czyli bus spod dworca do Niepołomic i wreszcie około godz. 21.00 znalazłam się w domu.
Dawno nie przeżyłam tylu przygód w drodze.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
