Podobnie jak we Florencji, również na Sienię najpierw spojrzeliśmy z daleka. Przy punkcie widokowym obok fortecy Medyceuszy mieszczą się parkingi, skąd na zwiedzanie miasta można udać się pieszo (ruch samochodowy na starówce jest zakazany). To nie koniec podobieństw – w panoramie także dominuje pięknie ozdobiona katedra, ale charakter miasta jest już zupełnie inny. Siena zachowała średniowieczną zabudowę. Przegrała walkę z Florencją o dominację w regionie, musiała uznać wyższość konkurenta i mu się podporządkować. Do tego czarna zaraza przetrzebiła ludność i miasto przestało się rozwijać. Mimo że wcześniej zarabiano tu na operacjach finansowych, zabrakło w pewnym momencie funduszy i mecenasów nowej sztuki. Renesans dominuje we Florencji, a Sienia przy niej to biedniejsza siostra, taka trochę zaściankowa, mniej wystrojona i na pokaz. Turystów tu zdecydowanie mniej, co akurat wielu sobie chwali - często słyszy się opinie, że Siena jest zdecydowanie bardziej klimatyczna i przyjemniejsza do zwiedzania. Faktycznie, mamy wrażenie, że miasto żyje swoim życiem, a nie turystami i na pokaz. Wielu jednak osobom wąskie uliczki z wysokimi domami wydają się zbyt mroczne, a ich labirynt przyprawia o zawrót głowy. Florencja jest jaśniejsza i przez to pozytywniej nastrajająca do życia. Siena bardziej zwraca się w przeszłość.
Sieneńczycy swój rodowód wywodzą od słynnych rzymskich bliźniąt - Remusa i Romulusa. Synowie tego pierwszego musieli uciekać z miasta przed zemstą stryja. Zaszyli się w niedostępnym górzystym terenie, gdzie wznieśli zamek. Od imienia jednego z nich – Senio – wzięła się nazwa miasta, a wilczyca karmiąca bliźnięta stała się symbolem Sieny. Przechadzając się po mieście zobaczymy przynajmniej kilka pomników przedstawiających tę scenkę. Faktycznie wykopaliska poświadczają, że już w czasach etruskich, a potem rzymskich istniała tu osada. Okres prosperity nastąpił wtedy, gdy Siena funkcjonowała jako republika w XII i XIII wieku. Zarabiano na operacjach finansowych. Do dziś funkcjonuje tu najstarszy w Europie bank Monte Paschi di Siena, który swą nazwę zawdzięcza... pastwiskom, z których czerpał dochody.
25 marca 1347 roku urodziła się w Sienie – jako jedna z 25 rodzeństwa - św. Katarzyna, mistyczka obdarzona stygmatami, chyba najsłynniejsza mieszkanka miasta. Będąc analfabetką dyktowała listy wysyłane potem do najważniejszych osobistości ówczesnej Europy, które to działania miały wpływ na decyzje podejmowane przez monarchów i papieży (jak np. powrót papieża z Awinionu do Rzymu). Zmarła w wieku zaledwie 33 lat, prawdopodobnie zagłodziwszy się na śmierć. Zwykła się modlić w kościele św. Dominika o surowej bryle i zaskakująco przestronnym wnętrzu. Po prawej stronie nawy głównej przechowywana jest zasuszona głowa świętej – widok dość makabryczny. Zainteresowani jej życiem mogą odwiedzić dom, w którym mieszkała, zamieniony obecnie w sanktuarium, gdzie obejrzymy freski opowiadające obrazem jej historię. Obowiązuje tu zachowanie powagi – pilnują tego surowo siostry opiekujące się miejscem.
Katarzyna wolała kościół św. Dominika, bo był położony niedaleko jej domu, ale odwiedzała również sieneńską katedrę, zbudowaną w latach 1215-1264. Podchodząc na plac katedralny schodami od strony baptyserium (położonego nietypowo, bo poniżej budynku katedry), spróbujmy wypatrzeć krzyżyk na jednym ze stopni. To w tym miejscu miała upaść święta kuszona przez diabła.
Rok po jej urodzeniu porzucono ambitne plany rozbudowy najważniejszej świątyni Sieny. Obecny kościół miał zostać przekształcony w zaledwie nawę nowo powstającego dzieła architektonicznego rozmachem mającego zdominować konkurencyjną katedrę we Florencji. Ta we Florencji - ze swoją swego czasu największą kopułą w Europie - ma się dobrze, a w Sienie pozostały jedynie zaczątki murów i nieukończona fasada pełniąca obecnie funkcję punktu widokowego. Dostęp do nich możliwy jest z pobliskiego Muzeum Katedralnego, wkomponowanego w zabudowę. Niepotrzebnie sieneńczyków poniosła fantazja, bo stara katedra zdobieniami elewacji robi niesamowite wrażenie, a wnętrza jeszcze większe, szczególnie gdy odsłonięta jest marmurowa posadzka (tylko przez kilka tygodni w roku).
Najważniejszy plac Sieny to Campo. Ma niezwykły kształt, porównywany przez niektórych do muszli. Słynie on z „palio” - konnej gonitwy, w której biorą udział przedstawiciele 10 kontrad, czyli dzielnic. Wszystkich jest 17, dlatego konieczne jest losowanie. Na ten czas trasa naokoło zostaje wysypana piaskiem, a impreza wcale nie jest robiona pod turystów. Wzbudza wielkie emocje, a nawet histerię wśród mieszkańców. Pokazy odbywają się jedynie dwa razy do roku: 2 lipca i 16 sierpnia. W tym roku oba wyścigi wygrała ta sama kontrada i jest to niebywały powód do dumy. Nie ma tu nagród pieniężnych, jedynie chwała dla całej dzielnicy. Oprócz zawodów konnych możemy podczas palio podziwiać niezwykłe pokazy żonglowania proporcami.
Każda z kontrad ma swój niepowtarzalny wzór z godłem, najczęściej zwierzęcym – gęsią, ślimakiem, żyrafą czy nawet smokiem. Zobaczymy takie proporce wywieszone na murach kamienic albo na ulicach, obserwując przygotowującą się do uroczystych pokazów młodzież. Ćwiczących widzieliśmy na dziedzińcu domu św. Katarzyny. Musimy przyznać w tym miejscu rację tym, którzy twierdzą, że Siena jest mniej turystyczna niż Florencja. Nauka rzucania flagami, którą mieliśmy okazję oglądać, zdecydowanie nie była robiona na pokaz, a grupka turystów z aparatami fotograficznych mocno zawstydziła młodych adeptów pobierających nauki od starszych kolegów. I to sienieńskie wspomnienie z domu św. Katarzyny pozostanie z nami już na zawsze jako najważniejsze z całej wizyty w Sienie.
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
