Zdjęcia i opisy Sintry, miasteczka niedaleko Lizbony rozbudziły naszą wyobraźnię do tego stopnia, że postanowiliśmy je odwiedzić, mimo że głównym celem naszego wyjazdu była północ Portugalii. Ale czas tuż przed odlotem wydawał się idealny: jakoś musieliśmy go zapełnić, bo start mieliśmy dopiero w nocy, a jednocześnie dobrze byłoby znaleźć się już w miarę blisko Lizbony, by mieć pewność, że zdążymy na samolot, a żadne nieprzewidziane przeszkody nie staną nam na drodze. Odwiedziny w miasteczku wydawały się zdecydowanie lepszym pomysłem niż tkwienie na lotnisku.
Przyjechaliśmy więc po południu w te okolice, zastanawiając się, co warto zobaczyć najbardziej: zamek w centrum Sintry z dziwnymi kominami na dachu, disneyowski pałac aż rażący w oczy różnymi kolorami, pełne tajemnic ogrody i rezydencję według pomysłu milionera, alchemika i wolnomularza czy może fortecę Maurów z IX wieku, czyli po kolei: Palácio Nacional de Sintra, Palácio Nacional da Pena, Quinta da Regaleira i Castelo dos Mouros. Wszystkie te obiekty wpisane są na listę UNESCO - wybór nie był łatwy.
Najpierw jednak musieliśmy je zlokalizować, co wcale nie było takie oczywiste. GPS prowadził nas wąskimi drogami pnącymi się na okoliczne wzgórza. Sintra słynie z tego, że klimat tu jest niemal subtropikalny. Serra de Sintra porasta więc bujna roślinność, a nierzadko góry spowite są mgłą, co nie ułatwia orientacji. W każdym razie przypadkowo zahaczyliśmy o jeszcze jeden ciekawy obiekt w okolicy, czyli Palácio de Monserrate - willę wraz z ogrodem zaprojektowaną przez Brytyjczyków, ale nawiązującą architekturą do cywilizacji Mogołów (miejsce to tylko widzieliśmy z zewnątrz).
Dopiero jak zawierzyliśmy swojej intuicji, a nie urządzeniom elektronicznym, trafiliśmy tam, gdzie zamierzaliśmy. Od razu jednak przeraziliśmy się ilością samochodów zaparkowanych przy drodze w pobliżu Quinta da Regaleira. Tyleż samo turystów przechadzało się w okolicy. Ponieważ jednak bardziej nam zależało, żeby zobaczyć Palácio Nacional da Pena, bez żalu postanowiliśmy jechać dalej. Przy da Pena okazało się jednak, że koszt wejścia zdecydowanie nas odstraszył (kilkadziesiąt euro bilet rodzinny). Co innego gdybyśmy mieli cały dzień na odwiedziny i powłóczenie się po ogrodach lub zwykłe poleniuchowanie na kocyku, ale my dysponowaliśmy zaledwie 1-2 godzinami!

Wróciliśmy się więc do Zamku Maurów – wejście mieści się paręset metrów wcześniej niż da Pena. Tam było i taniej, i tak naprawdę nasze towarzystwo woli surowe mury fortec niż cukierkowate atrakcje pałaców.
Teren zamku jest ogromny! Najwięcej frajdy nie tylko dzieciakom dostarczyło eksplorowanie murów obronnych oraz wież naokoło całego terenu. Widoki nieziemskie i wcale nie dziwi to, że zamek był wykorzystywany do kontrolowania terenów od Atlantyku aż do Lizbony. Można także zwiedzić ekspozycję muzealną ze znaleziskami archeologicznymi.

Resztę wieczoru spędziliśmy w samej Sintrze, przechadzając się wąskimi uliczkami i próbując znaleźć jakąś w miarę tanią jadłodajnię. Miasteczko było naprawdę pięknie odnowione – widać, że mieszkańcy czerpią dochody z turystyki i wiedzą, jak o turystów zadbać oraz jakie mają oni potrzeby. Zupełnie inaczej niż na północy – tam wszystko było surowe, nieprzypudrowanie, z wywieszonym praniem na rynku historycznego miasteczka Guimarães oraz śmieciami na głównych schodach prowadzących na górną kondygnację Mostu Luisa I, będącego symbolem nabrzeża Porto. Jakoś podskórnie czuliśmy, że wolimy jednak ten bardziej naturalny klimat z przesłaniem do przyjezdnych: Fajnie że jesteście, ale po co mamy Wam włazić w tyłek.

Mimo to nie przekreślamy atrakcji Sintry, wręcz przeciwnie! Tylko niestety za świeżo mieliśmy w pamięci obrazki z północy kraju. Myślimy natomiast, że ciekawą opcją byłoby zobaczenie tych wszystkich atrakcji, które oferuje Sintra, podążając pieszymi szlakami, które pod turystów przygotowano. Oczywiście ci, którzy nie czują się na siłach, mogą skorzystać - oprócz wariantu samochodowego - także z autobusów, które dowożą chętnych prosto pod bramę największych atrakcji. Myślę, że Sintra czeka na nas, bo mimo wszystko ciekawi jesteśmy tajemnych tuneli w Quinta da Regaleira i wolelibyśmy z bliska przyjrzeć się pałacowi da Pena – na razie widzieliśmy go jedynie z murów zamku Maurów.
(kg)

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
