Swoją pierwszą kilkudniową wędrówkę w góry odbyłam, gdy miałam 11 lat. Druh z obozu harcerskiego zorganizował ekipę kilkunastu osób i wyruszyliśmy w Beskidy. Na plecach miałam plecak ze stelażem, w nim ogromny śpiwór i zimową kurtkę, która teoretycznie miała mnie chronić przed deszczem, a na nogach wysokie, o trzy numery za duże, buty, które wyjątkowo szczęśliwie udało się trafić rodzicom w sklepie tuż przed wyjazdem. Działo się to bardzo dawno temu i w zupełnie innej epoce...
Od tego czasu przetestowałam plecaki, śpiwory i odzież wielu outdorowych firm. Różnie się sprawowały w zależności od marki, technologii i użytych materiałów. Największym jednak odkryciem ostatnich lat jest dla mnie wełna merino - ze względu na swoją funkcjonalność, wygodę użytkowania i wszechstronność. Miałam okazję używać koszulek i bluz z wełny merino oraz - w ostatnim czasie - skarpet. Właśnie im chciałabym poświęcić więcej uwagi.
Nie wyobrażam sobie już teraz wędrówki po górach w innych skarpetach niż z merino. Podstawowym wyposażeniem turysty górskiego powinna być apteczka. Moja niegdyś zawierała przede wszystkim duże ilości plastrów. Zawsze się przydawały :). Od czasu gdy w górach chodzę w skarpetach merino, zapomniałam o istnieniu zestawu I pomocy. Skarpety te idealnie układają się na stopie, więc nie tworzą się żadne fałdki, które mogłyby być przyczyną odcisków. Do tego noga w skarpetach z wełny merino nie poci się, a przynajmniej ten pot jest szybko wchłaniany. Nie odczuwa się więc dyskomfortu i nie ma chyba możliwości, by skóra się odparzyła. Skarpety te są bardzo ciepłe. Mimo to na trekkingach używam ich także latem, bo mają zadziwiające właściwości dostosowywania się do temperatury otoczenia. Zachowują się trochę jak puch – grzeją, gdy jest zimno, ale nie przegrzewają, gdy jest zbyt ciepło.
Jeśli chodzi o intensywność wysiłku i poziom przegrzania podczas trekkingu, to na pewno się sprawdzą, aczkolwiek w przypadku sportów bardziej wysiłkowych, trenowanych przy wysokiej temperaturze i dużej wilgotności powietrza, na pewno będziemy musieli szukać innych rodzajów dzianin (firma Teko, która produkuje skarpety z wełny merino na takie okoliczności poleca skarpety Tekopoly, do których produkcji zostały użyte surowce wtórne, jak np. butelki plastikowe). Ponoć sprawdzają się rewelacyjnie.
Jestem w posiadaniu skarpet Tekomerino z serii „light hiking”, które w ostatnim – zimowym – czasie wykorzystuję nie tylko w celach trekkingowych, ale i biegowych. Moja para świetnie sprawdza się w bieganiu w niskich temperaturach (firma produkuje także skarpety specjalnie przeznaczone dla biegaczy i rowerzystów). Do biegania zimowego używam terenowych butów Salomona, jednak nie są to typowe zimówki. Nie mają membrany, w niektórych miejscach zrobione są tylko z siateczki, jednak nigdy nie było mi zimno, gdy miałam na nogach skarpety Tekomerino. Co więcej, ostatnio biegam głównie w terenie, nierzadko po śniegu, w lesie, po roztopach, gdzie stopa nie raz wpadła mi w koleinę, wypełnioną lodowatą wodą, gdy załamał się lód pod moim ciężarem. Pomimo pierwszego odczucia chłodu, szybko to wrażenie mijało. Wełnę chwali się za to, że jest ciepła i grzeje, mimo że jest mokra. Sprawdziłam to na własnej skórze, a dokładnie stopach. Do końca ponadgodzinnego biegu było mi cały czas ciepło, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Nie raz wydawało mi się, że w trakcie treningu skarpety po prostu zdążyły wyschnąć. Zdejmowałam w domu buty i jednak okazywało się, że nadal są na nich mokre plamy. Mimo to grzały. Co więcej nawet używane kilka treningów pod rząd nie łapały brzydkich zapachów, tak charakterystycznych przy intensywnym wysiłku. Choć to chyba najbardziej typowa cecha ogólnie wełny merino.
Wykorzystywałam je też na nartach biegowych. Moje buty do tego rodzaju sportu nie są zbyt ciepłe. Niezbędne więc okazywało się założenie dwóch par skarpet merino. Jako pierwsza warstwa świetnie spisywały się „smartwoole”, gdyż były ciaśniejsze i mocno przylegały do stopy. Na nie zakładałam Teko, gdyż te, które posiadam, są luźniejsze, a ścieg nie jest tak ściśliwy i łatwiej je rozciągnąć.
Skarpet merino używam w zasadzie cały czas zimą, również na co dzień. Żałuję tylko, że nie mam kolanówek z merino, bo wtedy nie musiałabym się martwić o dodatkowe warstwy ocieplające pod spodnie. Podciągnięte pod kolana kolanówki byłyby wystarczającą izolacją. W każdym razie jedna para skarpet Tekomerino w dobrych zimowych butach jest wystarczająca na największe zimowe mrozy.
Mam w ogóle wrażenie, że Teko są najcieplejsze z dotychczas przeze mnie używanych skarpet z merino. Być może to tylko sugestia – producent zapewnia, że są wytwarzane z najlepszej na świecie wełny z argentyńskich owiec (w przypadku innych marek wełna jest pozyskiwana z owiec nowozelandzkich) – mimo że posiadam skarpety z serii tylko „light hiking”, to mam wrażenie, że są grubsze niż jakiekolwiek inne z merino.
Choć przyznam szczerze, że na początku trudno było mi się do nich przyzwyczaić, gdyż wydawały się zbyt szorstkie. Na pewno nie była to miłość od pierwszego wejrzenia... Kilka dni użytkowania oraz wypranie ich zlikwidowało to wrażenie.
Jako kobieta mankament widzę w dość słabym wyborze wzornictwa i kolorystyki w porównaniu do innych marek skarpet. Jednak samo to, że skarpety zrobione są z wykorzystywaniem wełny merino, stanowi dość istotny fakt, który wyróżnia je spośród innych. Z kolei wśród innych skarpet z merino na plus wyróżniają je właściwości izolacyjne – są po prostu bardzo ciepłe! Istotna jest także kwestia ceny. Nie są zbyt drogie w porównaniu do innych skarpet z wełny.
Jest jeszcze dość istotne zagadnienie, na które zapewne zwracają uwagę klienci na zachodzie. Myślę jednak, że w Polsce póki co przejdzie ono niezauważenie, albo wręcz będzie uważane za dziwactwo. Otóż amerykańska marka Teko postawiła na ekologię na każdym etapie produkcji. W firmie używana jest tylko energia naturalna (elektrownie wiatrowe), owce karmione są pożywieniem organicznym, na farmach nie stosuje się nawozów sztucznych, a opakowania są pozyskiwane wyłącznie z surowców wtórnych. Wiele by można jeszcze pisać o zrównoważonym podejściu do środowiska. Odsyłam w tej kwestii na stronę www.tekosocks.com.
„+”
1. Są bardzo ciepłe, grzeją nawet, gdy są mokre.
2. Nie przyjmują brzydkich zapachów.
3. Noga się w nich nie poci, bardzo dobrze absorbują wilgoć.
3. Zapobiegają obtarciom stóp podczas wędrówek.
4. Przystępna cena w porównaniu do innych skarpet merino.
5. Ekologiczne podejście do całego procesu wytwarzania i dystrybucji skarpet.
„-”
1. Na początku są dość szorstkie w dotyku, może to stanowić istotny czynnik zniechęcający, gdy oceniamy skarpety poprzez dotyk w sklepie.
2. Skarpety te nie przyciągają kolorystyką ani ciekawym designem – to też w pierwszym momencie może zrażać do kupna (jak przypuszczam wynika to z filozofii firmy – nie stosowania sztucznych barwników etc.)
Kamila Gruszka
Ceneria.pl
Więcej recenzji sprzętu na www.ceneria.pl

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
