Do Finlandii pojechaliśmy, by pojeździć na rowerach. Ukształtowanie terenu szybko zweryfikowało nasze plany. Mimo że podczas 3 tygodni wakacji przejechaliśmy jedynie 85 kilometrów, były to najfajniejsze wycieczki: blisko przyrody, reniferów wychodzących nam na spotkanie, z wiatrem we włosach i poczuciem wolności. W czerwcowym numerze magazynu "Rowertour" ukazała się właśnie relacja z naszego rowerowania w tym kraju.
"Pakujemy do bagażnika samochodu wszystko, co potrzebne, czyli: jedzenie, sprzęt biwakowy, grzewczy, prysznic solarny, baniak na wodę. Nie zapominamy o dzieciach i... ruszamy przed siebie. Tak zwykle wyglądają nasze wyjazdy, a Finlandia wydała nam się idealnym krajem na rowerowe zwiedzanie.
Samowystarczalnie i zazwyczaj blisko przyrody. Omijamy miasta, a raczej chłoniemy krajobrazy. Wyszukujemy klimatyczny kemping lub rozbijamy się na jakiejś polance na dziko i stamtąd udajemy się na wycieczki piesze bądź rowerowe. Po kilku dniach zwijamy obozowisko, przemieszczamy się w inne miejsce i tak w kółko, aż urlop dobiegnie końca. Wędrując pieszo lub jeżdżąc rowerem, zauważa się więcej szczegółów, a wspomnienia miejsc wydają się pełniejsze. Spoglądając na świat zza szyby samochodu, jedynie ślizgamy się po jego powierzchni. A przecież po to wyjeżdżamy, by do głębi go doświadczyć.
Byłam naprawdę zła, że zabraliśmy na wakacje nasze rowery. Próbowałam przeciskać się między samochodami czekającymi w kolejce na prom, prowadząc dwa jednocześnie. Za mną, prawie ze łzami w oczach, moja siedmioletnia córka starała się opanować rower swój i brata. Zdecydowaliśmy się ściągnąć je z bagażnika i wprowadzić na prom, bo gdybyśmy zostawili na dachu samochodu, musielibyśmy zapłacić za bilet z Tallinna do Helsinek cenę jak za samochód dostawczy. Byłam skłonna uiścić opłatę nawet za ciężarówkę, gdy po raz kolejny stuknęłam kierownicą czyjeś lusterko. Ta historia nie skończyła się jednak po dotarciu, zgodnie z instrukcją pani z okienka, do początku kolejki.
– Macie bilety na rowery?
W odpowiedzi na pytanie popatrzyłam zdziwiona na pana pilnującego porządku. Cierpliwie tłumaczyłam całą sytuację. Że gdy kupowaliśmy bilety, pan w kasie poinformował nas, że być może będziemy proszeni o ściągnięcie rowerów..."
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
