Utworzony w 1909 roku Park Narodowy Stora Sjöfallet zawdzięcza nazwę wodospadom, które przyciągały do tego miejsca turystów jeszcze przed 1919 rokiem, kiedy to przepływającą przez niego rzekę wyłączono z jego obszaru. Niestety, z „Niagary północy” pozostało zaledwie kilka strużek wody po wybudowaniu wtedy tamy dla elektrowni wodnej. Powstały zbiornik stanął na drodze wędrówek reniferów i innych zwierząt północy, a tama i słupy rozdzielni prądu szpecą nieco krajobraz. Mimo to Stora Sjöfallet wydaje się być jednym z bardziej odludnych parków z pierwotnym krajobrazem w przeważającej części, gdzie poczujemy wolność wędrówki przed siebie. Na pewno warto tu przybyć z zamiarem pokonania wielu kilometrów trasy z plecakiem. Szlaki Stora Sjöfallet oraz pobliskiego Parku Narodowego Sarek to umożliwiają. Na terenie tych parków można rozbijać się namiotem w dowolnym miejscu. Z dziećmi nie byliśmy tego roku jeszcze gotowi na wielodniowe wędrówki, natomiast bardzo chętnie skorzystaliśmy z możliwości przenocowania pod namiotem nad jeziorem Satihaure, do którego - przez tereny hodowców reniferów - prowadziła droga z Vietas. Byliśmy już na północy, 100 km za kołem polarnym i na terenie Saapmi, ojczyzny Saamów. Z pokorą przyjęliśmy niskie temperatury, panujące tam nawet latem, oraz zaakceptowaliśmy komary, które dokuczają także w dzień. Jedyną bronią jest ruch, bo nawet środki na komary to czasami za mało.
Ruszamy się więc – w pierwszej kolejności robiąc spacer do Naturum, budynku z jasnego drewna, genialnie wkomponowanego w otaczający krajobraz. Tego typu miejsca mają na celu pokazanie miejscowej historii i kultury, przybliżenie możliwości eksploracji terenu, można się tu zaopatrzyć w informatory, mapki, a także w brakujący sprzęt, przydatny na wędrówkach. Dla nas to zawsze ważne miejsce, gdzie mamy możliwość nabrania wody, czy skorzystania z toalety w cywilizowanych warunkach:) Podobnie jak w przypadku poprzednich tego typu miejsc także do tego lapońskiego naturum po jakimś czasie wracaliśmy już jak do siebie domu, ściągając zgodnie z miejscowym zwyczajem przed wejściem buty. Oglądanie ekspozycji Naturum dostarcza mnóstwa wrażeń i przemyśleń, szczególnie o Saamach, ludziach związanych z północą, ale też ciekawie było poznać historie ludności napływowej, czy opowieści Szwedów, którzy żyją tak blisko natury. Można by o tym pisać i pisać, a ponieważ chcemy się udać wreszcie na wędrówkę, odsyłam do bardzo ciekawej anglojęzycznej strony dotyczącej tego miejsca: http://laponia.nu/en/naturum-visitor-centre/.
Kolejny – drugi – dzień w Stora Sjöfallet zaczynamy od przeprawy promowej z Kebnats do Sáltoluokta, samskiej osady, przy której znajduje się górskie schronisko. Obok poprowadzono królewski szlak Kunsleden, przebiegający w całości w Laponii, liczący łącznie prawie 500 km. To jedna z bardziej popularnych w Szwecji tras wędrówkowych turystów górskich, nic dziwnego więc, że przy schronisku spotykamy ich prawdziwe tłumy. Dziwna jednak rzecz – wystarczy oddalić się odrobinę, przejść kilka metrów i już za chwilę wędrujemy całkowicie sami, w ciszy. Za to właśnie uwielbiamy Skandynawię – tu naprawdę można mieć poczucie całkowitego związku z naturą, takiego tylko naszego, indywidualnego. Plany mieliśmy ambitne, bo planując tu przyjazd, chcieliśmy wejść na szczyt Lulep Kierkau, górę, która wznosi się na wysokość 1139 m n.p.m. ostrymi zerwami ponad jeziorem Langas. To kilkanaście kilometrów marszu, który dorosłym zajmuje około 5 godzin w tę i z powrotem. Z dziećmi wędrowalibyśmy zdecydowanie dłużej. Okazało się, że godziny, w jakich funkcjonuje przeprawa promowa, zadania nie ułatwiają nawet dorosłym piechurom. W czasie gdy my tam byliśmy, pierwszy prom odchodził o 11.05, a ostatni - powrotny - o 15.55. Ostatecznie więc decydujemy się na spacer początkowo szlakiem Kunsleden, jedynym oznaczonym pomarańczowymi znaczkami, następnie odbijamy na ścieżkę, prowadząca nas prosto w górę. Uszliśmy może z 1,5 km, ale spoglądając w dół czuliśmy niesamowitą satysfakcję, jakbyśmy przewędrowali pół dnia. Dość szybko zdobyliśmy bowiem wysokość i ze zboczy gór ponad granicą lasu widzieliśmy jak na dłoni jezioro Langas, Lulep Kierkau ze ścieżką prowadzącą na niego oraz ośnieżone szczyty po drugiej stronie parku i daleko za wodą. Poczuliśmy się usatysfakcjonowani. Nie pozostało nam nic innego, jak rozłożyć na trawie zabrany specjalnie na tę okazję kocyk i usiąść w celu podziwiania tych przepięknych widoków i relaksu, który cenimy w drodze. W końcu wakacje są od tego, by wypoczywać.
Tego dnia w poszukiwaniu miejsca na zrobienie obiadu podjechaliśmy jeszcze do Ritsem, miejscowości, gdzie droga samochodowa w pewnym momencie się kończy i dalej można wędrować jedynie pieszo. Jedzie się tam wzdłuż zbiornika wodnego Akkajaure. Tuż pod koniec wyłania się nam łaskawie pod drugiej stronie wody Akka (2016 m n.p.m.), zwana Królową Laponii. Naprawdę jest imponująca. Obiad jemy na przystani w Ristem, na jednym z piękniejszych cypli, jakie widzieliśmy w Laponii, skąd również funkcjonuje transport wodny na drugą stronę.
Bardzo sobie cenimy wolność związaną z wyborem miejsca zarówno na nocleg, jak i na nasze posiłki. Ze szwedzkich barów i restauracji nie korzystamy, co więcej - omijamy też sklepy. Kiedyś kupiliśmy 1,5-litrową wodę za 15 złotych i to nam wystarczy. Tradycyjnie w naszych podróżach po Skandynawii zaopatrzenie wieziemy ze sobą. Codzienna owsianka na śniadanie i pulpety w słoikach, wcześniej przygotowane przez babcię, z ryżem lub makaronem na obiad nie nudzą się nam. Zresztą zabieramy sporo różnych smakołyków i mamy praktycznie nieograniczone możliwości gotowania na gazie. To wspaniały patent – tradycyjna butla gazowa nabijana na cały sezon za 30 zł zamiast małego kartusza z gazem. Ten ostatni kończy się po kilku dniach, a nasza butla starcza do następnych wakacji.
Wyjeżdżaliśmy z parku Stora Sjöfallet z poczuciem, że mimo nieodwracalnych zniszczeń poczynionych przez człowieka, jest to miejsce, gdzie można poczuć klimat prawdziwego życia na Północy. Obok siebie współistnieją tu turyści i hodowcy reniferów. Podobnie jak Saamowie, turyści po tym terenie mogą poruszać się swobodnie, nie będąc ograniczanymi przez przygotowanie dla nich miejsca biwakowe czy szlaki. Po to właśnie przyjeżdżamy do Skandynawii – po to poczucie wolności.
Kamila Gruszka
Pierwsza część dotycząca podróży po Szwecji w wakacje 2015 roku do przeczytania tutaj:
http://www.barswiat.pl/skuleskogen---tysiac-krajobrazow-podczas-jednej-wedrowki,3531,i.html

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
