19 lipca: Przyjazd (autobus nocny) z Londynu do Fort William, przejście pieszo do doliny Glen Nevis, biwak na dziko nad rzeką.
20 lipca: zdobywanie Ben Nevisa, dużo ludzi, pielgrzymki na szczyt, no ale jest to najwyższa góra Wielkiej Brytanii.
21 lipca: Wycieczka na górę o nazwie w gaelic (trudna do zapamiętania), informacji udziela Visitor Centre pod Ben Nevisem, pokazują slajdy, trasy i mapy; jedziemy w głąb doliny stopem, Szkot pokazuje plenery, gdzie kręcili Braveheart i Rob Roya, zabiera nas na wystawę wypchanych zwierzaków.
22 lipca: Stopem na Isle of Skye, biwak na dziko koło Sligahan, potajemnie korzystamy z prysznica na pobliskim polu namiotowym.
23, 24 lipca: Odpoczywamy w pięknych okolicznościach przyrody, włóczymy się po wrzosowiskach.
25 lipca: Spacer doliną Sligahan
26 lipca: Wyjście w góry, brak szlaków na mapie, ale są ścieżki, które same nas prowadzą, mamy wrażenie, że wspinamy się na szczyty tatrzańskie, a to tylko góry o wys. najwyżej 900 m n.p.m., fantastyczne kształty skał.
27 lipca: Stopem do Portree (Isle of Skye), małe miasteczko z ryneczkiem i specyficznym klimatem, kolejny stop do miejsca zw. Old Man of Storr – skały o dziwnych kształtach, śpimy pod Duntulm Castle – ruiny zamku nad morzem, romantyczne miejsce z piękną panoramą i zachodem słońca.
28 lipca: Zamek Dunvegan, docieramy znowu stopem, tam piękne ogrody, pod wieczór wpuszczają za darmo, biwak nad rzeką na dziko, prysznic na polu namiotowym, wieczorem darmowy koncert muzyki szkockiej w knajpie. Warto!
29 lipca: Opuszczamy Isle of Skye, stopem jedziemy nad Loch Ness, dobre miejsce na biwak to Urquart Castle, trzeba wejść wieczorem przez płot, razem z nami na dziko przebywało tam mnóstwo osób wypatrujących w nocy potwora. Niesamowita atmosfera.
30 lipca: Przez Inverness (wszystkie drogi w Szkocji prowadzą do Inverness), docieramy do Aviemore, skąd rozpoczynamy wędrówkę przez Cairn Gorm, biwakujemy blisko miasta, ale już w górach.
31 lipca: Zapuszczamy się wyżej w góry, ale psuje się pogoda i musimy biwakować. Mimo że niewysokie te góry, to nie przelewki.
1 sierpnia: Wchodzimy we mgle na Ben Macdui, biegun zimna w Szkocji, drugi co do wielkości szczyt w Wielkiej Brytanii.
2 sierpnia: Schodzimy do Danny Lodge, stopem dojeżdżamy do Braemar, nocujemy pod zamkiem, oczywiście na dziko.
3 sierpnia: Stopem, z przystankiem koło zamku Balmoral docieramy do Wick, pierwszy raz nocujemy na polu namiotowym (5 funtów za os.)
4 sierpnia: Stopem do John O’Groats, reklamującego się jako najdalej wysunięty na północ zakątek Szkocji, stąd odpływają promy na Orkady (od 32 funtów w dół, różne promocje, np. jak się zostaje tam na noc, ja płynęłam za pół ceny), autobusem dowożą do Kirkwall, stolicy Orkad, tam w zacisznym miejscu rozbijamy namiot nad wodą.
5 sierpnia: Zwiedzamy Orkady przemieszczając się stopem (tak w ogóle to świetne miejsce na wypożyczenie roweru, bo samochody rzadko jeżdżą i mogą być kłopoty z transportem), kamienne kręgi: Stones of Stennes, Ring of Brodgar, prehistoryczna wioska Skara Brae (tu płaci się za wstęp), w Kirkwall warto zobaczyć katedrę, Bishop’s Palace i Earl’s Palace.
6, 7 sierpnia: Wracamy na stały ląd, od tego momentu przez kolejne dni podróżujemy na stopa jednym samochodem, dzięki czemu możemy naprawdę dużo zobaczyć i dotrzeć w miejsca, w które podróżując normalnie stopem byłoby trudno (rzadko jeżdżące samochody na północy), Dunnet Head, właściwy najdalej wysunięty na północ punkt Wielkiej Brytanii, Strathy Point – klify, Kyle of Tongue – robimy kółeczko, by pojechać piękną drogą nad morzem, Smoo Cave – grota wyżłobiona przez rzekę, wodospady Falls of Measal, przejeżdżamy obok Loch Maree – drugie po Loch Ness najbardziej znane jezioro Szkocji i Torridorn – piękne góry, tylko bardzo dzikie i nieprzystępne. Nocujemy w Durness jedną noc, drugą gdzieś w polu.
8 sierpnia: O świcie zwiedzamy Eilan Donan Castle (wracamy w rejony, z których wyruszyliśmy na objazd Szkocji), W Glencoe zwiedzamy słynne miejsce masakry Szkotów, jest też Visitor Centre, w którym za jedynie 50 p można obejrzeć film o tym zdarzeniu i wystawę o górach, dawnym sprzęcie etc.
Wieczorem lądujemy na campingu w sercu Lake District (rejonu jezior i malowniczych gór, już w Anglii).
9 sierpnia: Cały dzień spędzamy w namiocie, po pogodzie poprzedniego dnia ani śladu.
10 sierpnia: Jadąc już na południe, zahaczamy o kamienny krąg koło Keswick, jeszcze w Lake District, następnie pół dnia spędzamy w Yorku, klimatycznym miasteczku z zamkiem, starymi murami i urokliwymi uliczkami. Przechadzamy się po ogrodach Howard Castle (niedaleko Yorku, dosyć drogi wstęp, rzędu kilkudziesięciu funtów).
Na noc lądujemy w Birmingham, w domu u naszego kierowcy.
11 sierpnia: Z Birmingham kolejnymi autostopami docieramy do Warwick (nie chcąc płacić za wstęp, oglądamy zamek przez płot, samo miasteczko ciekawe) i Oxfordu (wydaje się o wiele bardziej klimatyczne niż Cambridge, które widziałam wcześniej). Stamtąd wracamy do Londynu autobusem za 5 funtów.
Wyjazd miał miejsce w wakacje 2000 r. Wtedy mieszkałam w Londynie, dojechał do mnie mój brat i koleżanka ze swoim bratem.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
