Najważniejszym zdarzeniem mojego ostatniego wyjazdu był lot balonem nad dolinami Kapadocji pełnymi skał o fantazyjnych kształtach. Pobudka o czwartej, bo o 4.30 czekał już na nas przed hotelem samochód, który zwoził turystów z całego Goreme i okolicy do siedziby firmy. Imię i nazwisko wpisane w formularz, zapłacone wcześniej, teraz tylko czekanie na pozwolenie na start. Wiał dość mocny wiatr, obawialiśmy się, że lot może zostać odwołany. Na dużym ekranie na bieżąco aktualizowano informacje o pogodzie - czekaliśmy na wyświetlenie się zielonej chorągiewki. Zapraszamy na śniadanie, trzeba podnieść poziom cukru we krwi przed lotem – bardzo sympatyczny pilot balonu, którym mieliśmy lecieć, wskazał na stół z bułeczkami, ciastem oraz napojami, które miały nam uprzyjemnić czekanie. Posiłek był w pakiecie. Z Polski zebrała się nas mocna ekipa siedemnastu osób, więc pilot nie omieszkał pochwalić się swoimi związkami z naszym krajem: Mój bratanek mieszka w Katowicach, prowadzi tam restaurację. Fotki z facebooka oglądane na wyświetlaczu komórki potwierdzały, że obrotny krewny jest właścicielem punktu gastronomicznego sprzedającego kebaby – kapadockie :)
Wreszcie nadeszła informacja, że możemy lecieć. Pakujemy się z powrotem do samochodu, który przewozi nas na miejsce startu. Może niektórzy mieli wcześniej wyobrażenie, że nasz balon wzniesie się samotnie ponad Doliną Róż i w romantycznej atmosferze będzie się przemieszczał nad skałami. Nic z tego. Obok nas ponad sto innych balonów szykowało się do lotu, w każdym po dwadzieścia osób, po pięć w podzielonych równo częściach kosza. Pośrodku pilot, którego zadaniem była obsługa maszyny ogrzewającej powietrze wewnątrz czaszy balonu. Gdy nas przywieziono, urządzenie to ziało ogniem, a balon leżał na ziemi, szybko jednak przyjął pozycję pełnej gotowości. Zastanawialiśmy się, czy damy radę wystartować, nie wpadając na inne balony, nie plącząc sznurków i nie powodując ogólnej katastrofy. Firmy baloniarskie działają jednak perfekcyjnie w Kapadocji i do takiej ilości turystów są przyzwyczajone. Przypuszczam, że w okresie wakacyjnym jest ich jeszcze więcej. My byliśmy tam we wrześniu. Lot załatwiałam przez hotel, w którym mieszkaliśmy. Dałam im znać wcześniej, że mam sporą grupę osób zainteresowanych tego typu atrakcją. Obsłudze hotelu pozostawiłam sprawę znalezienia firmy, która by nam lot zorganizowała. Dla grupy udało się wynegocjować całkiem sporą zniżkę w Universal Ballons. Ceny dla pojedynczych turystów zgłaszających się do firm, których zresztą w Goreme jest pełno, kształtują się od 120 do 150 EURO, nam udało się polecieć za 90 EURO od osoby. To jak za darmo – skomentował potem przewodnik ze Stambułu.
Balony wystartowały bezpiecznie. Najpierw lecieliśmy niezbyt wysoko, byśmy mogli podziwiać formacje skalne pod nami. Było nawet kontrolowane szorowanie koszem o krzaki – myślę, że zabieg celowy naszego pilota. Powoli słońce zaczynało wędrować coraz wyżej po nieboskłonie, a my wznosić. Najwyższy pułap, który osiągnęliśmy, to 800 m. Cały lot trwał godzinę i fantastycznie było obserwować zmieniające się kolory świata naokoło. Ale najciekawsze było patrzenie na całą resztę balonów na niebie.
Wreszcie nadszedł czas na lądowanie. Widać już było pod nami firmowy samochód z przyczepką. Byliśmy przekonani, że pilot wyląduje w pobliżu, ale nie sądziliśmy, że lądowisko urządzi sobie wprost na przyczepce! Dzięki temu nie musiano się męczyć z ładowaniem kosza na samochód.
Atrakcje po wylądowaniu jeszcze się nie skończyły. Przygotowano dla nas stolik zastawiony kieliszkami, nie mogło bowiem zabraknąć szampana jako wyrazu radości, że wylądowaliśmy szczęśliwie. Każdy z nas dostał też na pamiątkę medal.
Kapadocja ma dla turystów wiele do zaoferowania: wycieczki do dolinek, spacery szlakami wytyczonymi pośród skał, podziemne miasta wydrążone w skale, klasztory z zachowanymi średniowiecznymi freskami malowanymi wprost na kamiennych ścianach, hotele ze skalnymi komnatami, doskonałe jedzenie i mocną aromatyczną herbatę w licznych knajpkach, sklepiki z pamiątkami na każdym kroku, przejażdżki konne po „krainie pięknych koni”, jak nazywa się Kapadocję, ale uważam, że jedną z większych atrakcji, którą polecałabym każdemu, jest właśnie lot balonem.
(kg)

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
