Było to już kilka tygodni temu, choć pogoda za oknem panowała niemal tak samo wiosenna jak teraz. Udaliśmy się w góry w poszukiwaniu zimy, której w Krakowie w tym roku zaznaliśmy mało.
Dominika dostała od Mikołaja narty na początku grudnia, na nogach miała je jednak tylko raz. Był czas, że trochę pozjeżdżała na sankach na górce w parku.
Wyruszyliśmy na Słowację samochodem bardzo wcześnie rano. Mała momentalnie zapadła w sen. Zbudziła się w okolicach Bukowiny Tatrzańskiej i natychmiast otrzeźwiała: „Śnieg! Hurra! Hurra! Hurra!” – wykrzyknęła uradowana. Przekonaliśmy się, że na Podhalu śniegu nie brakuje i wyciągi chodzą normalnie. Podczas postoju w Łysej Polanie koło budynku przy byłym przejściu granicznym (po wejściu do strefy Schengen nikt żadnych dokumentów nie sprawdza, a turyści zatrzymują się tam tylko, by skorzystać z toalety lub zakupić korony) trudno było Dominikę powstrzymać przed wejściem w największe zaspy.
Największa frajda czekała ją jednak w Tatrzańskiej Łomnicy. Postanowiliśmy wjechać na Łomnicę kolejką. Co prawda bilety na sam szczyt były niedostępne, ale nas satysfakcjonowała przejażdżka do Skalnatégo Plesa. Nie zraziła nas nawet atmosfera pikniku narciarskiego, jaka tam panowała. Kolorowa narciarsko-snowboardowa moda, najnowsze modele desek czy nart, wygrzewający się na leżaczkach zmęczeni narciarze – tworzyło to swoisty koloryt miejsca.
Trafiliśmy na przepiękną pogodę. Rano niebo było ponure i szare i jeszcze z dołu spoglądaliśmy na Łomnicę spowitą w chmurach, jednak wyżej oślepiało nas mocne słońce.
Dominika próbowała wszystkie śniegowe nierówności wyrównać i rękoma, i nogami, nieraz przewróciła się, biegała, jak zwariowana, nie mogąc uwierzyć, że mamy zimę.
Do Krakowa wróciliśmy na „Wieczorynkę”. Znowu znaleźliśmy się w strefie wiosny...
Wpis pierwotnie ukazał się na moim blogu w serwisie GORYonline.com 26 lutego 2008 roku.
(kg)

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
