Czterodniowy wyjazd na Węgry w okresie świątecznym, a w zasadzie dwa pełne dni. Jeden przeznaczony na dolinę potoku Szalajka w Górach Bukowych, a drugi na zwiedzanie dzielnicy Hadas w Mezokovesd.
Akurat ten dzień z piękniejszą pogodą (słonecznie, choć zimno i wietrznie) spędziliśmy w górach. Atmosfera trochę jak na drodze do Morskiego Oka i Krupówkach w jednym, ale atrakcji dla dzieciaków mnóstwo: zagroda ze zwierzętami typowymi dla tego obszaru (my wypatrzyliśmy tylko sarenki niedaleko paśnika), wodospady na potoku, stawy z pstrągami, jaskinia (dzieci odmówiły już na samym końcu zdecydowanie wspinania się na górę do wejścia do jaskini), a przede wszystkim kolejka, która przejeżdża przez dolinę. Nią wróciliśmy do początku dolinki, a tam ciąg dalszy zabawy: park linowy dla dzieci i dorosłych, trampolina, dmuchana zjeżdżalnia, przejażdżki kucykami. Atmosfera wielkanocnego pikniku.
Poniedziałek był prawdziwie lany, jednak pogoda utrzymała się na tyle, że zdołaliśmy zobaczyć wszystkie zabytkowe domy-pracownie w dzielnicy Hadas. Obawialiśmy się trochę, że z okazji poniedziałku, do tego świątecznego i to jeszcze poza sezonem, wszystko będzie pozamykane - i wrażenie jakby wymarłego sprawiało miasto zaraz jak wysiedliśmy z samochodu, ale czekała nas niespodzianka. Bo właśnie w okresie świątecznym trwa festyn Matyo, czyli grupy etnicznej zamieszkującej Mezokovesd i okoliczne wsie. Wszyscy przenieśli się do Deli-Hadas. Impreza na całego z tańcami, jedzeniem, kiermaszem, a przede wszystkim z otwartymi wszystkimi (!) zabytkowymi domami, tworzącymi żywy skansen. Mogliśmy przypatrzeć się pracy hafciarek, szklarza, garncarza, rzeźbiarza, obejrzeliśmy kolekcję malowanych mebli, zabawek, specjalnie dla nas muzycy zagrali koncert (dźwięki niesamowite!).
Fot. arch. Kamila i Darek Gruszka
Żałujemy tylko, że nie udało nam się skorzystać z kąpieli w basenach termalnych. Bogacs, w którym mieliśmy nocleg, to niemal ich zagłębie, jak zresztą w wielu miejscach na Węgrzech. Podobało nam się, jak prosto z basenów kuracjusze udawali się na przechadzkę w szlafrokach, my jednak wolimy - ze względu na dzieci - poczekać z tymi atrakcjami na cieplejsze dni.
Wyjazd miał miejsce na Wielkanoc 2010 r.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
