UWAGA! ARTYKUŁ UZUPEŁNIONY O INFORMACJE PRAKTYCZNE PO KOLEJNYM POBYCIE W WENECJI, JUŻ TRZECIM, W CZERWCU 2017 R. - W 20 JUŻ ROCZNICĘ PIERWSZEJ WIZYTY. TRZON PONIŻSZEGO TEKSTU POWSTAŁ JEDNAK W PAŹDZIERNIKU 2016 ROKU, STĄD ROZBIEŻNOŚĆ W ROCZNICACH :)
ZAWARLIŚMY TU PRZYDATNE INFORMACJE DLA TYCH, KTÓRZY DO WENECJI WYBIERAJĄ SIĘ NA JEDEN DZIEŃ LUB KILKA GODZIN.
Wenecja, ulubione miasto zakochanych, jest chyba najlepszym miejscem na świętowanie okrągłej rocznicy znajomości. Na którymś z weneckich placyków uświadomiliśmy sobie z Darkiem, że w tym roku mija 20 lat, odkąd się poznaliśmy. 19 lat temu trafiliśmy do Wenecji podczas naszej pierwszej większej wspólnej podróży (stopem do Słowenii w Alpy Julijskie, a potem powrót przez Włochy). Wtedy byliśmy biednymi studentami i po opłaceniu pola namiotowego oraz promu do Wenecji zostało nam tylko tyle pieniędzy, że mogliśmy zakupić jedynie bagietkę, butelkę wody mineralnej i... papier toaletowy. To był sierpień, było strasznie gorąco, wszędzie tłumy turystów, zapachy pizzy dobywające się z okolicznych knajpek, wystawy słynnych weneckich słodyczy kusiły na witrynach sklepowych, a my coraz bardziej opadaliśmy z sił i chęci eksplorowania miasta, o odwiedzeniu którego marzy tyle osób. Po zaledwie dwóch godzinach podjęliśmy decyzję o powrocie na pole namiotowe.
W tym roku było zupełnie inaczej. Co prawda trafiliśmy tutaj także w drodze powrotnej innego wyjazdu (przez kilka dni mieliśmy możliwość zachwycania się Toskanią i spijania lokalnych win), ale kulturalnie samochodem podjechaliśmy na płatny parking Tronchetto, gdzie za 21 euro można zostawić auto na cały dzień (Venezia Tronchetto Parking, Isola Nuova, 30100 Venezia). Możliwe są też płatności od godziny. Za około 4 godziny postoju wyszło nam 16 euro. Rozliczenie następuje na koniec pobytu na podstawie biletu w automacie parkingowym. Samochody można także zostawić na parkingach w okolicy Piazzale Roma (ale z tych nie korzystaliśmy). Dalej samochodem się nie wjedzie, bo ścisłe centrum Wenecji zamknięte jest dla ruchu samochodowego. W obydwa miejsca jest łatwo trafić od strony wjazdu ze stałego lądu na wyspę długim mostem Ponte Della Liberta, z tym że na Tronchetto w pewnym momencie odbija się w prawo.
W pobliżu parkingu Tronchetto znajduje się przystanek tramwaju wodnego (jest również przystanek przy Piazzale Roma), skąd dopłynęliśmy Canal Grande aż do Placu św. Marka (bilet czasowy 75 minut za 7,5 euro można zakupić przy parkingu, jak również przy przystankach tramwaju - na dopłynięcie do centrum podczas jednodniowej wycieczki taki najbardziej się opłaca, jeśli mamy zamiar spędzić kilka dni w Wenecji, warto rozważyć oczywiście zakup biletów 24-godzinnych lub wielodniowych). Z Tronchetto można do Placu św. Marka dopłynąć na dwa sposoby:
1. dłuższy wariant 40-minutowy po Canal Grande to opcja oczywiście polecana wszystkim tym, którzy przyjechali turystycznie do Wenecji i chcą się Wenecją zachwycić od samego początku. Mamy możliwość podziwiania najbardziej znanych budowli i pałaców z poziomu wody najsłynniejszego kanału miasta - tak powinno się Wenecję tak naprawdę zwiedzać, bo wtedy najlepiej poczuje się jej specyfikę (kierować się do tramwajów na prawo).
2. wariant krótszy 30-minutowy inną drogą wodną, dla tych, którym zależy na czasie, a nie zwiedzaniu (tramwaje odpływają po lewej stronie przystanku).
Z powrotem postanowiliśmy wrócić pieszo do Piazzale Roma, skąd do Tronchetto dostaliśmy się super nowoczesną kolejką za 1,5 euro (3 minuty jazdy, bilety kupuje się w automacie), odjazd średnio co 10 minut. Kolejka zaczyna i kończy swój bieg właśnie przy Piazzale Roma (trzeba przejść przez plac na drugą stronę niż stara Wenecja, nieco w lewo - niestety wejście na dworzec nie jest zbyt dobrze oznaczone). Końcowy przystanek to Tronchetto, wcześniejszy Maritime.
Mieliśmy więc 2 w 1: spojrzenie na Wenecję z perspektywy wody oraz możliwość powłóczenia się zaułkami miasta, także tymi, gdzie z rzadka pojawiają się turyści, za to można podpatrzeć życie zwykłych mieszkańców.
Wiele osób obawia się spacerować ulicami Wenecji. Faktycznie zabudowa jest nieco klaustrofobiczna: wąskie uliczki, wysokie kamienice, brak przestrzeni i punktów orientacyjnych. Mając to na uwadze władze miasta namalowały na domach kierunkowskazy dla turystów, którymi wystarczy się kierować: na Piazza San Marco, Ponte di Rialto, Piazzale Roma, Ferrovia.
Jeśli więc chcielibyśmy wrócić z Placu św. Marka na nasz parking pieszo, musimy kierować się w pierwszej kolejności znakami na Ponte di Rialto, następnie Piazzale Roma i Alla Ferrovia. Czasami brakuje oznaczenia na Piazzale Roma, jest tylko na Ferrovia. Dopiero już w bezpośrednim sąsiedztwie tych dwóch placów następuje rozejście się wspólnego szlaku: w prawo na Ferrovia, w lewo na Piazzale Roma.
Wędrując zgodnie z oznaczeniami musimy wziąć pod uwagę to, że podobny wariant wybierze tłum turystów, którzy do Wenecji przybyli w tym samym, co my celu. Jeśli więc wolimy samotność, lepiej powłóczyć się po Wenecji bez wyznaczonego kierunku i dać się zagubić wśród zaułków. Nasze doświadczenie podpowiada nam jednak, że do Mostu Rialto niemal wszędzie jest tłoczno, a od mostu już się przerzedza i nawet spacerując zgodnie z oznaczeniami natrafiamy na urokliwe uliczki.
Jeśli nie cierpicie tłumów, lepiej nie przyjeżdżać do Wenecji latem. W październiku było całkiem przyjemnie! Pogoda także bardziej przyjazna, bo mniej gorąco.
Nie jest tajemnicą, że Wenecja się wyludnia, choć państwo włoskie poprzez różne programy próbuje zatrzymać mieszkańców. Poziom wody został jednak zaburzony przez zbytnią eksploatację pobliskich terenów i pogłębianie kanałów na potrzeby przemysłu. Co jakiś czas docierają informacje, że Wenecję zalewa. Sami byliśmy świadkami, jak woda stała na Placu św. Marka i można się było po nim poruszać jedynie po kładkach, jeśli nie chciało się moczyć butów. Miało też to swoje plusy – chyba rzadko można zobaczyć tak pusty plac, na którym w sezonie nie można wcisnąć szpilki pomiędzy tłumy turystów. Tam gdzie był zalany, nikt nie spacerował, a stoliki przy kawiarniach stały się niedostępne.
Dzięki kilkugodzinnej miejskiej wędrówce zobaczyliśmy naprawdę wiele zaułków Wenecji, choć po raz kolejny nie mieliśmy ochoty zaliczać zabytków według listy z przewodników. Wystarczył nam spacer i obserwowanie jak wodny DHL dostarcza paczki, albo kegi z piwem docierają na łódkach do kawiarni. Ciekawie było słyszeć jak ktoś na piętrze kamienicy ćwiczy śpiew, albo podziwiać pięknie ubraną Włoszkę, która właśnie wyszła z domu na spotkanie. Spróbowaliśmy także lodów, które we Włoszech są najsmaczniejsze na świecie i pizzy, która nigdzie indziej poza Włochami nie smakuje tak wyśmienicie. 19 lat temu mogliśmy się obejść jedynie smakiem.
Jeśli komuś brakuje jednak wskazówek, na co warto zwrócić uwagę w Wenecji podczas jednodniowego pobytu, to takie "trzeba zobaczyć" podstawowe to:
- kolumny ze skrzydlatym lwem, symbolem św. Markiem oraz św. Teodorem, dawnym patronem miasta witające przybywających,
- plac św. Marka z bazyliką św. Marka,
- wieża Kampanila, czyli Dzwonnica na placu,
- Pałac Dożów,
- Most Westchnień obok,
- Most Rialto z mnóstwem sklepików w okolicy, do którego trzeba dojść.
Oczywiście wiele więcej wartych zobaczenia obiektów polecają przewodniki. Nam nie zależało na zaliczaniu kolejnych punktów z listy, skupiliśmy się na poczuciu klimatu tego miasta.
W trakcie spaceru nie umrzemy też z głodu, bo w wielu miejscach można kupić po kawałku pizzy na wynos (2-3 euro), lody (od 1,5 za gałkę) lub znakomite soki z lodem (2 euro). Wariant "na wynos" i zjedzenie pizzy na schodach nad kanałem jest oczywiście znacznie tańszy niż siedzenie przy stoliku kawiarnianym, bo Włosi mają w zwyczaju doliczać "koperto", czyli kwotę za obsługę od każdej osoby.
To nie ostatni nasz pobyt w Wenecji. Nasze dzieci koniecznie chcą też tu kiedyś przyjechać i wędrując uliczkami mieliśmy w pamięci to, że prosiły nas o robienie wielu zdjęć i filmów. Musimy wycieczkę zaplanować jak najszybciej, a to z tego względu, że nikt nie wie, jak długo jeszcze Wenecja da radę opierać się niszczącej sile wody. Kanały i domy wystające wprost z wody tworzą klimat i niesamowity urok tego miasta, ale też są jego przekleństwem.
AKTUALIZACJA: WRÓCILIŚMY DO WENECJI Z DZIEĆMI JUŻ PÓŁ ROKU POŹNIEJ - W CZERWCU 2017 ROKU.

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
