kronika rodzinna
2017-07-11
WSZYSTKIE ŚCIEŻKI PUSZCZY: Rezerwat Wiślisko Kobyle z Wiślanej Trasy Rowerowej

Plan na kolejną wycieczkę rowerową ścieżkami Puszczy Niepołomickiej mieliśmy ustalony już od jakiegoś czasu. Tym razem postanowiliśmy dotrzeć do rezerwatu „Wiślisko Kobyle” i dopełnić naszą poprzednią wizytę w części puszczy zwanej Lasem Grobla. Jednak od samego początku czekały nas niespodzianki...

Samochód zostawiamy przy drodze 964 (Niepołomice – Nowe Brzesko) w Ispinie przy skrzyżowaniu z piękną kapliczką maryjną upamiętniającą Polaków sądzonych przez hitlerowców w 1943 r. Wcześniej widzieliśmy przy szosie miejsce pamięci z czasów II wojny światowej. Wkrótce historię tych dwóch miejsc uda nam się połączyć w całość...

Dokładnie za przystankiem autobusowym w Ispinie, naprzeciwko kapliczki, wąska ścieżka asfaltowa prowadzi między domami... na wał wzdłuż Wisły. To pierwsza niespodzianka, bo odczytując mapę myśleliśmy, że dojedziemy po prostu do drogi wzdłuż lasu. Wjazd na wał i... radość jak u dziecka, bo trafiliśmy prosto na Wiślaną Trasę Rowerową! W planach ma prowadzić przez całą Polskę. Póki co jednak tylko fragment małopolski został przygotowany tak, że przypomina trasy rowerowe znane nam z Niemiec czy Austrii: przed nami ciągnął się równiutki asfalt z oznaczeniami. Nie w całej Małopolsce tak się rzecz ma. Odcinek, na który trafiliśmy, prowadzi z Ispiny w stronę Szczucina: 90 km to naprawdę dużo jak na polskie warunki. Niestety, jadąc w stronę Niepołomic, wkrótce natrafiamy na szuter, dalej droga prowadzi po trawiastym wale z wąską piaszczystą ścieżką. Właśnie dlatego że o Wiślanej Trasie Rowerowej ani widu, ani słychu w samych Niepołomicach, niewiele się nią interesowaliśmy wcześniej. Co prawda z czasem przypomnieliśmy sobie informacje, że poprowadzona jest od mostu w Ispinie i sprawdziliśmy później, że ponoć od Oświęcimia prowadzi do Krakowa, ale tak naprawdę nie mamy pewności co do jej jakości na całym tym odcinku.

 

Wiślana Trasa Rowerowa: 90 km z Ispiny (Woli Zabierzowskiej) do Szczucina

 

W głowach więc już nam się rodzi plan na kolejną wycieczkę, tymczasem dzisiaj chcieliśmy przecież dotrzeć do rezerwatu „Wiślisko Kobyle”. Tak pisze o nim Paulina Szelerewicz - Gładysz ze Stowarzyszenia „Zielony Puszczyk”.

Rezerwat „Wiślisko Kobyle” powołany został do życia w 1970 r. Położony jest w północnej części uroczyska Grobla, w leśnictwie Ispina. Zajmuje 6,7 ha. Przedmiotem ochrony jest tu starorzecze Wisły i jest to jedyne objęte rezerwatową ochroną starorzecze w dolinie Wisły koło Krakowa. Ma ono kształt meandra, rozciąga się na długość około 1200 m, a szerokie jest na ok. 30-60 m. Odnotowano tu 200 gatunków roślin, wśród których dominują gatunki związane z siedliskami wodnymi i bagiennymi. Stwierdzono 9 gatunków objętych ochroną. Badania naukowe prowadzono tu już od końca lat 60.
Starorzecze to jeszcze w 1852 r. było częścią czynnego koryta Wisły, do czasu gdy w latach 20. XIX w. wybudowano wał oddzielający je od wylewów rzeki. Od tego czasu poziom wody w starorzeczu uzależniony jest od poziomu wód gruntowych i odpadów atmosferycznych. Częściowemu osuszeniu uległo ono po wybudowaniu rowu uchodzącego do Wisły. Pomimo zasypania go obserwuje się stałe obniżanie się poziomu wód. Zanika tym samym wiele cennych gatunków roślin związanych z wodami o większej głębokości. Rezerwat zmienia się. Jak pozostałe wyżej wymienione – ten także nie jest udostępniony dla ruchu turystycznego, także ze względu na to, że stanowi on ostoję dla płochliwych gatunków ptaków. W pobliże rezerwatu dotrzeć możemy lasem, od strony szosy łączącej Chobot z Ispiną lub wałem Wisły i świeżo wyasfaltowaną Wiślaną Trasą Rowerową. (Gazeta Niepołomicka, lipiec-sierpień 2017)

Właśnie od strony Wiślanej Trasy Rowerowej i my próbujemy dojechać do rezerwatu. Pomagają w tym drogowskazy. Pierwszy, na który trafiamy, kieruje na „Starorzecze Wisły” oddalone o 1 km.

 

Drogowskazy na Wiślanej Trasie Rowerowej. Tylko że w lesie rozwidlające się ścieżki są zupełnie nieoznaczone.

 

 

Zjeżdżamy więc z wału mocno zarośniętą ścieżką, by po kilkudziesięciu metrach stanąć na rozdrożu – już bez oznaczeń. Co nam pozostało? Sprawdzamy najpierw ścieżkę w prawo, potem się wracamy i jedziemy w lewo – nic, więc wracamy na wał. I wtedy zdarza się cud!
- Przepraszam, czy orientuje się Pan, jak dojechać do rezerwatu „Wiślisko Kobyle”? - pytam rowerzystę, który wygląda na lokalnego mieszkańca i akurat skręca w ścieżkę, którą i my próbowaliśmy dojechać do rezerwatu.
- A właśnie teraz chce Pani tam jechać, czy tylko się dopytuje? - po pierwszych kilku słowach jestem pewna, że trafiliśmy na osobę zorientowaną, która nam pomoże. - Bo możemy pojechać tam razem teraz – proponuje nasz wybawiciel, który okazał się skarbnicą wiedzy o tym terenie.

Sami byśmy tam na pewno nie trafili. Poza znakiem na Wiślanej Trasie Rowerowej innych oznaczeń nie ma, dopiero tablica tuż przy samym rezerwacie w środku Puszczy. Jak więc dojechać? Mam nadzieję, że uda mi się to w miarę jasno wytłumaczyć.

Prosto z wału zjeżdżamy wspomnianą wcześniej zarośnięta ścieżką aż do szerszej drogi. Kierujemy się w lewo do kolejnego skrzyżowania leśnych ścieżek. Tam skręcamy w prawo. Na pewno poczujemy, że jesteśmy w terenie, które kiedyś było zalewane przez Wisłę. Droga prowadzi czymś na kształt wału, po jednej i drugiej stronie teren jest wyraźnie obniżony z widocznymi rowami i wąwozami – bardzo to malowniczy fragment. Problem polega na tym, że z tej wygodnej trasy musimy skręcić w pewnym momencie w prawo – w ścieżkę bez żadnych punktów charakterystycznych. Może wskazówką będzie informacja, że ścieżka ta jest nadal w miarę wygodna i szeroka, tylko w pierwszym odcinku dość błotnista i prowadzi nieco poniżej poziomu szlaku na dawnym wale.

 

Tutaj należy skręcić z drogi na wale :)

 

Jadąc nią, należy wypatrywać tablicy z nazwą rezerwatu po prawej stronie, bo dopiero tutaj pojawia się oznaczenie, które nas utwierdza w przekonaniu, że wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Jeśli chcemy zobaczyć dawne koryto Wisły wypełnione wodą, musimy wejść w głąb lasu za tablicą i dopiero po kolejnych metrach docieramy do wody. Teren jest dość mocno zarośnięty, ale wzdłuż zakola wydaje się dostępny – do pokonania pieszo, rowerami nie dalibyśmy rady.

 

Po prawej stronie drogi tablica informacyjna rezerwatu.



- Tutaj właśnie kręcono sceny z „Potopu” - zaskakuje nas tą informacją nasz przewodnik. - Dawniej było widać pozostałości mostu, a bohaterowie jechali piękną alejką – dopowiada. Musimy obejrzeć jeszcze raz „Potop”, żeby to sprawdzić. Ponoć znacznie więcej scen było kręconych w Puszczy Niepołomickiej.

- Jakbyście skręcili z wału w prawo, to też można dojechać do starej Wisły – wyjaśnia nam.

Za pierwszym razem jak próbowaliśmy zlokalizować rezerwat, skręcając w prawo dojechaliśmy do szkółki leśnej oddzielonej od reszty lasu drucianym płotem. Ścieżka kończyła się okrągłym placykiem z kępą drzew pośrodku.

- Tak, właśnie tam widać takie zarośnięte przejście – dopowiada.

Faktycznie widzieliśmy je w ścianie lasu i szczerze mówiąc przyszło nam do głowy, by tam szukać koryta Wisły, ale dopadły nas zbyt duże wątpliwości, żeby wprowadzić to w czyn. - Ale i tak tu, gdzie Was przyprowadziłem, jest najlepsze miejsce – to stwierdzenie utwierdziło nas w przekonaniu, że lepiej nie mogliśmy trafić. Polecamy więc z czystym sumieniem ten wariant.

 

Rezerwat "Wiślisko Kobyle"


- A jak chcecie wrócić do wału, to możecie dalej jechać w prawo drogą na wale, nie musicie się wracać. Dojedziecie do rogatek i skręcicie znowu w prawo – taki przewodnik to skarb! Trzeba przyznać, że nieco straciliśmy orientację, w którym miejscu Puszczy się znajdujemy i pewnie bez tych rad nieco byśmy pobłądzili. Chyba trzeba wreszcie przerzucić się na GPS podczas wycieczek rowerowych zamiast korzystania z map papierowych.

Jedziemy zgodnie ze wskazówkami. W pewnym momencie droga porzuca stary wiślany wał, który biegnie dalej prosto w las (kiedyś trzeba będzie przejść się nim pieszo!), a nas ścieżka prowadzi w lewo, tak jak zapowiedział nasz przewodnik – do rogatek. Dalej w prawo skręcamy w już porządną i szeroką leśną drogę szutrową prowadzącą do zabudowań Woli Zabierzowskiej. Jedziemy kawałek asfaltem aż do wału, zajętego przez Wiślaną Trasę Rowerową (na początku droga wałem jest bez asfaltu).

Wracamy tą trasą do Ispiny z pięknymi widokami na Wisłę oświetloną zachodzącym słońcem. Stop! Kolejny znak, który kieruje wyraźne do rezerwatu „Wiślisko Kobyle”. Zaledwie 200 m... Można by spróbować sprawdzić ten wariant... Nie mam już jednak cierpliwości przedzierać się przez krzaki, bo znowu okolica jest całkowicie zarośnięta. Być może gdy roślinność nie jest tak bujna, dojście jest łatwiejsze.

 

Nie mogliśmy zlokalizować rezerwatu zjeżdżając z trasy według tego znaku

 

 

Uwagę naszą zwraca krzyż na granicy lasu. Szkoda, że nie ma z nami naszego przewodnika, na pewno by wiedział, co upamiętnia to miejsce - pomyślałam...

Za kilkadziesiąt metrów niespodzianka – nasz pan przewodnik wyjeżdża z lasu wprost na nas. Za chwilę znamy wyjaśnienie historii.
 - Mówią, że po wrześniu w '39 dotarł tu żołnierz polski, wycieńczony, głodny, ale ktoś zdarł z niego ubranie, buty i właśnie w tym miejscu zastrzelił – kolejna niesamowita historia, o której nie mielibyśmy pojęcia, gdyby nie on. Przy krzyżu nie ma żadnej tabliczki, lepiej chyba nie pamiętać o takich zdarzeniach. - Ale on tam nie jest pochowany. Wzięli go – dopowiada.

 

Z naszym panem jedziemy do końca. Pokazuje nam inny zjazd do Ispiny, którym docieramy do zaparkowanego pod kapliczką samochodu. Okazuje się, że właśnie w domu przy kapliczce mieszka.
- W '43 Niemcy szli i wszystkich brali. Mojego ojca też. A potem urządzili sąd tam pod tym dębem – pokazuje nam drzewo przy przystanku po przeciwnej stronie. - Szukali winnego kradzieży. Jednych puszczali wolno, a drugich ładowali od razu na samochód, a potem wywieźli do lasu, tam, gdzie krzyż przy drodze i rozstrzelali – to właśnie miejsce widzieliśmy jadąc od strony Niepołomic. Upamiętnia pacyfikację wsi Ispina, a na tablicy przy krzyżu opisana jest jej historia. - Mojego ojca też wzięli, ale uznali za niewinnego – niesamowicie jest słyszeć takie opowieści.

To miała być zwykła wycieczka rowerowa, druga z serii: Wszystkie ścieżki Puszczy Niepołomickiej. Po raz kolejny Puszcza nas zaskoczyła. To tylko utwierdza nas w przekonaniu, że wycieczki w najbliższym otoczeniu mogą być tak samo fascynujące jak dalekie wyprawy.

 

Wycieczka rowerowa była okazją do testów torby na kierownicę marki Ortlieb - dzięki uprzejmości sklepu https://www.sklep.dzieciakiwplecaki.pl mamy możliwość wypróbowania takiego cuda:
https://www.sklep.dzieciakiwplecaki.pl/?208,ortlieb-torba-na-kierownice-ultimate-6m-classic?

 

 

 

W sklepie znajdziecie wszystko, co małym rowerzystom i ich rodzicom jest potrzebne! A poza tym serwis http://www.dzieciakiwplecaki.pl/ to źródło wielu praktycznych informacji dla aktywnych rodziców z dziećmi!





 
 
 
 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...