Z krainy słońca i tęsknoty

Piotr Siwek jest absolwentem Uniwersytetu Rolniczego w Plovdiv. Jako miłośnik przyrody i kultury bałkańskiej, często przebywa w tej części Europy, zdobywając i aktualizując wiedzę o ludziach i miejscach. Dobrze czuje się z aparatem fotograficznym i kamerą na górskich szlakach Pirinu, Riły, Starej Płaniny i Rodopów. Ceni domową kuchnię bałkańską i gościnność gospodarzy tych ziem. Na pokazie podróżniczym z cyklu „Podróże małe i duże” w MCDiS opowiadał o Bałkanach.

Zaintrygowała mnie informacja, że jesteś absolwentem Uniwersytetu Rolniczego w Plovdiv w Bułgarii. Jak tam trafiłeś?

W klasie maturalnej okazało się, że jest możliwość wyjazdu na studia zagraniczne na kierunki proponowane przez ministerstwo edukacji. W tej ofercie znalazł się wybrany przeze mnie wcześniej kierunek: Ogrodnictwo. W ówczesnej Akademii Rolniczej w Krakowie trzeba było zdać egzamin, który przede wszystkim oceniał predyspozycje językowe. Bułgaria była wtedy w Polsce bardzo popularna, dużo ludzi wyjeżdżało nad Morze Czarne, więc nie był to jakiś szalony pomysł. Po powrocie pracowałem przez dwa lata jako asystent w macierzystej uczelni, a potem pojechałem tam na studia doktoranckie na kolejne cztery lata. W sumie spędziłem w Bułgarii dziewięć lat.

Wyjechałeś z kraju ze znajomością rosyjskiego...

Przeszliśmy dwumiesięczny przyspieszony kurs języka bułgarskiego, a zaraz potem  puszczono  nas na szeroką wodę - na studia w towarzystwie międzynarodowym. Jako Słowian potraktowano nas   bez taryfy ulgowej. Inni cudzoziemcy, np. Niemcy czy Węgrzy, mieli na opanowanie języka rok. Na początku było dość trudno się zaaklimatyzować, ale bardzo pomagało to, że mieszkaliśmy z Bułgarami. System był taki, że w pokoju przynajmniej jeden był rdzennym Bułgarem, a drugi innym cudzoziemcem. Zamieszkałem więc z Portugalczykiem i z Pomakiem znad Dunaju (Pomacy to potomkowie Turków). Trafiłem na bardzo sympatyczne i koleżeńskie osoby. Po pierwszym roku już sobie całkiem nieźle radziłem z językiem.

Czy właśnie w trakcie studiów zaczęły się twoje pierwsze podróże po Bułgarii i Bałkanach?

Głównie wędrowałem po górach. Najbliższe schronisko w Rodopach mieliśmy w odległości około dwóch godzin z dojazdem – 20 km do punktu wyjścia i stamtąd godzinę na piechotę. Niemal 70 % kraju to są góry, przede wszystkim wysokie pasma ze szczytami powyżej 2000 m, takie jak Riła, Pirin i Stara Płanina.. Do wyboru mieliśmy nieskończoną ilość tras, jak na tamte czasy nieźle oznakowanych i 370 schronisk. W ostatnich latach dzięki środkom UE baza turystyczna została zmodernizowana, a liczba schronisk nieco zmalała. W góry bułgarskie wróciłem po długiej nieobecności wraz z synami w 2008 roku. Do tej pory odbyliśmy trzy takie męskie wyprawy. Staram się łączyć trasy pasm Riły i Pirinu, które sąsiadują ze sobą. Przejścia między schroniskami są długie, po 8-10 godzin. Chętnych do odwiedzenia tych gór ostrzegam przed zaniżonymi czasami przejść na większości szlaków.

A z listy krajów bałkańskich udało ci się być we wszystkich?

Tak, teraz już tak. Zacząłem od Grecji, później była Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Czarnogóra. Wyjazd, o którym opowiadałem na pokazie, to największa wyprawa po krajach bałkańskich. Po raz pierwszy byłem wtedy w Kosowie, Macedonii i Albanii. Wcześniej odwiedziłem Chorwację, Bośnię i Hercegowinę oraz Czarnogórę. Z krajów bałkańskich najmniej znam Serbię. Nie zatrzymywałem się tam do tej pory na dłużej, chociaż jest to bardzo ciekawy kraj.

Tytuł twojego pokazu to „Bałkany - kraina słońca i tęsknoty”. Czy właśnie w ten sposób byś podsumował ten rejon Europy?

Na pewno Bałkany będą mi się zawsze kojarzyć z czasami studenckimi. To jest chyba ważny powód moich wypraw w te strony. Poza tym fascynuje mnie kultura tego regionu i ludzie, którzy tam mieszkają, jeszcze mało skażeni cywilizacją zachodu. Być może dla przybysza z Polski wydają się być trochę zaściankowi, ale to właśnie tam spotyka się serdeczne ludzkie reakcje i akceptację człowieka, takim jakim jest. To mi się zawsze podobało. Odnowiłem jakiś czas temu kontakt z bułgarską rodziną turystyczną. Podczas planowania wypraw uzyskiwałem od nich zawsze wiele cennych wskazówek. Znają bardzo dobrze swój kraj, każdy weekend jest dla nich okazją do wyjazdu w góry. Ojciec rodziny nigdy nie był zagranicą. To rodzaj lokalnego patriotyzmu. Kocha swój górzysty kraj i nie marzą mu się żadne inne. Bułgarzy mają dużo mniejsze od nas oczekiwania  i swoistą filozofię. Niewiele im potrzeba do szczęścia. W ostatnim czasie im bardziej ich poznaję,  wyczuwam specyficzną mądrość Bałkanów. W Bułgarii odczuwalne jest niezadowolenie społeczne.  Od roku trwają protesty, o których u nas w ogóle się nie mówi. W czasie mojego ostatniego tam pobytu protestowali studenci na wielu uczelniach. Poza tym nieprzerwanie odbywają się manifestacje przed pałacem prezydenckim w Sofii. Ludzie są niezadowoleni ze sposobu zarządzania krajem, niskich zarobków i braku perspektyw. Wielu młodych wyjeżdża w poszukiwaniu pracy.

Wiele osób boi się jechać na wakacje na Bałkany, bo dla nich cały czas jest to rejon, gdzie trwa konflikt etniczny. Czy nadal czuć tam wojnę, czy jest możliwe, że ona powróci?

Faktycznie ślady wojny są widoczne, szczególnie w Bośni i Hercegowinie i Chorwacji. Bardzo duże wrażenie pozostawia Sarajewo, gdzie parki miejskie i skwery usiane są białymi nagrobkami, typowymi dla muzułmanów. Między blokami nowych dzielnic także natrafia się na cmentarze sprzed kilkunastu lat. Napisy przy drogach ostrzegają, żeby nie poruszać się poza poboczem i nie wchodzić do opuszczonych domów, w których jest dużo pozostałości min. W Bośni i Chorwacji, a także Kosowie pamięć o wojnie jest ciągle żywa. Spotyka się domy bez okien, ze śladami kul na ścianach, pomniki i tablice przy drogach. Oprócz tych smutnych pamiątek jest też nadzieja na nowe, lepsze życie. Zwłaszcza w Kosowie, najmłodszym państwie na Bałkanach odczuwa się entuzjazm i dumę ze zdobytej wolności.

Jakbyś miał namówić kogoś, kto czuje się nie do końca przekonany, czy pojechać na Bałkany, jaki kraj zarekomendowałbyś mu na pierwszą podróż?

Zdecydowanie Bułgarię. Jest największa terytorialnie i ma najbogatszą ofertę dla turystów. Oprócz  miejsc wypoczynku typowo nadmorskich i górskich, oferuje się tam także gospodarstwa agroturystyczne oraz wyspecjalizowane szlaki, np. wina lub obiektów archeologicznych. Jest to kraj, który ma duże tradycje w turystyce i potrafi to wykorzystać. Zresztą świadczy o tym liczba Polaków, którzy tam w ostatnich latach jeżdżą. Nie jest drogo, a przy tym można czuć się bezpiecznie. Bułgarzy z natury są spokojni i przyjaźni. Polecam także Macedonię, kulturowo i historycznie spokrewnioną z Bułgarią, co prawda z brakiem dostępu do morza, ale za to z pięknymi jeziorami: Ochrydzkim i Prespańskim. To też bardzo górzysty kraj. Najbardziej egzotyczna jest według mnie Bośnia i Hercegowina, natomiast najbardziej odległa kulturowo i mało znana - Albania, która przyrodniczo jest surowa i piękna.

Z Piotrem Siwkiem rozmawia Kamila Gruszka

 

 

Wywiad ukazał się w "Gazecie Niepołomickiej", nr 05/245, maj 2014 r.



 

 
Autor: Kamila Gruszka

Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
Ostatnio dodane

Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.

Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.

Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!

Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!

Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut

...
...
...
...