Pogoda trochę niepewna, późna jesień, zasnute chmurami niebo, przenika nas zimno - kto się wybiera w takich warunkach na wycieczkę rowerową z dziećmi? Tłumaczy nas szczególny dzień i wyjątkowy cel - 1 listopada, w Dzień Wszystkich Świętych, tradycyjnie już poszukujemy w Puszczy Niepołomickiej i okolicach miejsc pamięci.
Zapewne cmentarz wojenny bohaterów września 1939 r. jest znany wielu osobom. Znajduje się w często odwiedzanej części Puszczy przy skrzyżowaniu głównych traktów - w pobliżu Uroczyska Osikówka. Z naszymi dziećmi jednak wcześniej tam nie byliśmy.
Docieramy do niego z parkingu przy leśniczówce „Przyborów” trzymając się szlaku zielonego. Zdaje się, że niedawno oznaczenia zostały odświeżone i mimo kilku zakrętów (w lewo, w prawo i znowu w lewo), nie błądzimy. Po pięciu kilometrach meldujemy się na miejscu.
Dawniej historię żołnierzy pochowanych w zbiorowej mogile musieliśmy wyszukać w Internecie, obecnie zadbano o to, by znana była każdemu, kto w to miejsce przybędzie. Przy ogrodzeniu ustawiono tablicę z opisem:
Cmentarzyk wojenny żołnierzy polskich z III batalionu 5 Pułku Strzelców Podhalańskich walczących po 3 września 1939 r. w ramach 156 Pułku Piechoty
Po walce stoczonej 5 września z niemiecką 3 Dywizją Górską w rejonie miejscowości Poznachowice Górne i Glichów, pułk zostaje odcięty od reszty wojsk. Wobec beznadziejnego położenia, dowódca pułku, ppłk Walerian Młyniec, nakazuje dowódcom batalionów samodzielne podjęcie prób wydostania się z okrążenia.
III batalion pod dowództwem mjr Janusza Rowińskiego, korzystając z osłony lasów, przez miejscowości Cichawka, Sobolów, Chełm przedziera się w kierunku Puszczy Niepołomickiej z zamiarem przedostania się na drugą stronę Wisły i połączenia z walczącymi oddziałami Armii Kraków. Po przejściu wpław rzeki Raby, 9 września o godz. 5:30, żołnierze wchodzą do Puszczy w miejscowości Kłaj (na wysokości budki dróżnika) i po dojściu w rejon uroczyska Osikówka rozkładają się na wypoczynek w miejscu zwanym zwyczajowo przez mieszkańców „U studni”. Nieustanne unikanie kontaktu z nieprzyjacielem, wiele nieprzespanych nocy, biegunki wywołane piciem nieprzegotowanej wody z rowów powodują, że wszyscy są skrajnie wyczerpani. Suszą przemoczone w Rabie mundury i szybko zapadają w sen. Niestety jeden z pracowników tartaku w Kłaju donosi Niemcom o miejscu postoju oddziału, w wyniku czego o godz. 14:30 następuje niespodziewany atak oddziałów niemieckich. Pomimo wystawionych posterunków ubezpieczających, zaskoczenie jest pełne. Przeważające siły niemieckie, wspierane przez samochody pancerne oraz samolot, prowadzą z niewielkiej odległości zacięty ogień z karabinów maszynowych. Dowódcy próbują opanować panikę i bezładną strzelaninę, organizują obronę z zamiarem wydostania się z okrążenia. Panuje chaos, żołnierze walczą w większych i mniejszych grupach lub pojedynczo, dochodzi do walki wręcz. Następnie próbują wycofać się w różnych kierunkach i wydostać z kotła. Bój toczy się w całym lesie. Pod wieczór walka ustaje i oddziały wroga zaczynają wychodzić z lasu, jednocześnie przeczesując okolicę w poszukiwaniu ocalałych. Grupie 30 Podhalańczyków wraz z dowódcą mjr Januszem Rowińskim udaje się wydostać z okrążenia i dotrzeć w rejon Zabierzowa Bocheńskiego. Wiele mniejszych grupek i pojedynczych żołnierzy także wyrywa się z okrążenia i w wioskach na skraju Puszczy otrzymują pomoc, w tym żywność i cywilne ubrania.
W walce poległo 56 żołnierzy, a wśród nich dowódca III kompanii ckm kpt Edward Szymański. Zostali pochowani na tym cmentarzyku we wspólnej mogile, z wyjątkiem czterech żołnierzy, którzy zginęli ubezpieczając batalion w rejonie Stanisławic i zostali pochowani na cmentarzu w Cikowicach. Informacje o stratach niemieckich są różne, od 32 do nawet 70 zabitych i ponad 150 rannych. Pracownik tartaku, który zdradził Niemcom położenie polskiego oddziału został wyrokiem sądu Polski Podziemnej skazany na śmierć i rozstrzelany przez oddział egzekucyjny Armii Krajowej w dniu 21 maja 1943 roku.
Fascynująca historia, tylko że prawdziwa... Staje się okazją do opowiedzenia dzieciom nieco o wybuchu II wojny światowej i działalności podziemnej w latach okupacji. Zresztą wiele na ten temat wiedzą. W czasie naszych wyjazdów w Polskę czy zagranicznych podróży takie historie stają się zazwyczaj początkiem fascynujących opowieści. Dzieci nieraz mówią: „Tato, ty to powinieneś uczyć historii w szkole”. Darek nie unika również kontrowersyjnych tematów.
Mogiła, którą odwiedziliśmy, nie jest wcale zapomniana. Tego dnia paliło się tutaj sporo zniczy. Dołożyliśmy także swoje.
Do parkingu wróciliśmy inną trasą. Wygodnym i równym asfaltem, przy którym znajduje się cmentarzyk, przejechaliśmy kolejne dwa skrzyżowania. Na trzecim skręciliśmy w lewo w drogę, która zaprowadziła nas prosto pod szlaban na Przyborowie. To szybka, 10-kilometrowa pętla, którą polecamy nie tylko na listopadowe dni. Jedzie się cały czas wygodnymi utwardzonymi ścieżkami, z niewielkimi wzniesieniami po drodze (Kobyla Głowa, 212 m jest praktycznie niezauważalna).
O naszej poprzedniej wycieczce śladami cmentarzy wojennych możecie przeczytać tutaj:
http://www.barswiat.pl/lekcja-historii-na-rowerze---szlakiem-cmentarzy-zolnierskich,3528,i.html
Dzięki uprzejmości sklepu www.sklep.dzieciakiwplecaki.pl mamy możliwość wypróbowania torby na kierownicę marki Ortlieb:
https://www.sklep.dzieciakiwplecaki.pl/?208,ortlieb-torba-na-kierownice-ultimate-6m-classic?


Jest dziennikarką, podróżniczką i pilotką wycieczek. Publikuje w prasie podróżniczej, o tematyce górskiej i rowerowej oraz serwisach internetowych. Prowadzi blog www.barswiat.pl, gdzie promuje aktywną turystykę rodzinną. Współpracuje z firmami z branży outdoor. Organizuje pokazy podróżnicze.
Odwiedziła już prawie wszystkie kraje w Europie, podróżowała po Azji, była w Ameryce Północnej i Afryce, ale niezmiennie fascynuje ją szeroko pojęty „Wschód”. Jako pilotka specjalizuje się w wyjazdach do Gruzji, Armenii i Iranu.

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami różnorakimi, ale najczęściej związanymi z byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Lubimy rower, góry i nocowanie pod namiotem, ale nie tylko. Mamy nadzieję, że znajdą tu wiele inspiracji wszyscy, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.
Alpe Adria to według wielu najpiękniejszy szlak rowerowy w Europie. Nominalnie 411 km jazdy przez Alpy nad Adriatyk.
Dwudniowa wycieczka do Berlina jako odskocznia od obżarstwa świątecznego u rodziny? Bardzo dobry pomysł! Tylko 4 godziny drogi autostradą i meldujemy się w stolicy Niemiec.
Muranska Planina to nasze najnowsze odkrycie na Słowacji. Góry tutaj przypominają nieco polską Jurę z wapiennymi skałkami, tylko skala jest zdecydowanie większa!
Zamiast pędzić do przodu, ledwie rzucając okiem na kolejne atrakcje na trasie, można zatrzymać się na dłużej i wycisnąć, ile się da z miejsca, w którym się jest, przemierzając okolicę pieszo. Polecam takie rozwiązanie!
Blisko przyrody możemy poczuć się na wyspie Viðey, położonej zaledwie ok. 1 km na północ od Reykjaviku. Z przystani Skarfabakka płynie się tam promem dosłownie kilka minut
