Buknari nad Morzem Czarnym to mała znana miejscowość z dala od tłumu turystów. Szukając naszych przyjaciół, zobaczyłam spacerującego brzegiem morza mężczyznę z psem. Podeszłam i zapytałam, czy kogoś nie spotkał. Nie, nikogo nie widziałem, ale zapraszam na herbatę – usłyszałam odpowiedź na moje uprzejme zapytanie.

czytaj
 
 

Przejechaliśmy 220 kilometrów. Zaczęliśmy w Przemyślu, skończyliśmy w Zamościu. Po drodze był baśniowy świat, w który trudno uwierzyć.

czytaj
 
 

W 2003 roku w głowach kilku zapaleńców powstała idea organizacji festiwalu filmowego, który kilka tygodni później przyciągnął całkiem sporą publiczność na krakowską Akademię Ekonomiczną. Z pierwszej małej i lokalnej imprezy wypączkowało megaprofesjonalne przedsięwzięcie wielkości co najmniej napompowanego buta pewnej firmy, witającego w drzwiach przybywających na festiwal gości.

czytaj
 
 

Staraliśmy się przedstawić pewne cechy Gruzinów, z którymi można się spotkać, podróżując po tym kraju. Trzeba się po prostu do nich przyzwyczaić i nie obrażać Gruzina odmową przyjęcia poczęstunku czy nie przyjęciem zaproszenia na nocleg. Jednocześnie trzeba oczywiście zachować zdrowy dystans do wszelkich przejawów zachowań, które wydają nam się przesadzone lub niezręczne.

czytaj
 
 

Artykuł ukazał się w magazynie "Góry", nr 10 (125) październik 2004 r. jako fragment większej monografii nt. Kazbeku. Uwaga!!! Może zawierać nieaktualne już informacje!!!

czytaj
 
 

Kiedyś, gdy schodziliśmy z nieudanej próby zdobycia Kazbeka, zaczepił nas kaukaski góral. Ze słowami ”Wot mołodcy” podał nam szklaneczkę napełnioną czaczą, gruzińskim bimbrem pędzonym na skórkach winogron. Powiedział tak: „Tym razem się nie udało, ale przecież to żadne zmartwienie. Nikt na górze nie zginął, nie złamał nogi, wszyscy wracają zdrowi. Powinniśmy się cieszyć. A góra tak, jak stała, tak stoi, spróbujecie następnym razem”.

czytaj
 
 

Kazbek (gruz. Mkinwarcweri) to najwyższy szczyt Gruzji (5047 m n.p.m.). Ze względu na symetryczny stożkowy kształt uchodzi za jeden z najpiękniejszych kaukaskich szczytów. Idealne miejsce dla wszystkich, którzy cenią górskie klimaty: niekończące się czekanie na dobrą pogodę, dylematy o drugiej w nocy w ciepłym śpiworze, czy jest sens wychodzić, nocne marsze po osuwających się kamieniach, nagrodzone pięknym świtem na lodowcu...

czytaj
 
 

Szkocja objawiła mi się taką, jak ją sobie wyobrażałam: dookoła wyrastały góry, jeziora i fiordy otoczone zielonymi wzgórzami, a doliny wypełnione były wrzosami. Wędrując nazbierałam tych ostatnich kilkanaście gatunków: od białych do ciemnobordowych i fioletowych, takich o kuleczkach małych, jak i średnich czy dużych. Niestety, nie przetrwały one mojej prawie miesięcznej włóczęgi po krainie Highlands.

czytaj
 
 

Byliśmy umówieni na 9.00 rano, ale Pupo pojawił się dopiero po jedenastej. Przez te kilka dni trekingu musieliśmy się do tego przyzwyczaić. Pupo co chwilę zmieniał zdanie, wymyślał nowe opcje i dodawał kolejne aneksy do naszej umowy. Znajdowaliśmy się w Curpu, tybetańskiej miejscowości oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Lhasy. Stąd mieliśmy rozpocząć wędrówkę po górach z plecakami, wynajętym jakiem i tybetańskim przewodnikiem Pupo. Trasa wiodła przez Laten, Barco i Dorjeling do Yangpachen. Przeznaczyliśmy na całość pięć dni, nie licząc dwóch noclegów w Curpu.

czytaj
 
 

Dokładnie 15 lipca 2002 r. rozpoczęła się nasza wyprawa do Azji. Trasa wiodła najpierw koleją transsyberyjska przez Rosję, następnie Mongolię, kolejne etapy to: Chiny, Tybet, Nepal i Indie. W Mongolii spędziliśmy trzy tygodnie. Podróżowaliśmy samochodem z Polakami przypadkowo poznanymi w hotelu w Ułan Bator. Naszym pierwotnym celem było zdobycie Otchon Tengri. Urzekła nas legenda związana z tą górą. Latem Mongołowie udają się na jej szczyt w poszukiwaniu "wansemberuu", uważanego za święty „kwiatu nieba”. Zapraszam do przeczytania fragmentów relacji.

czytaj
 
 

Myślę, że głównie brak lepioszek, a co się rozumie samo przez się, niesprzyjająca pogoda, spowodowały nasz odwrót spod Piku. Pozostaje tylko satysfakcja, że do wierzchołka zabrakło mi tak niewiele i że zdobyłam siódmy tysiąc nad poziomem morza. Tak naprawdę ważniejsze od szczytu okazało się to, co doprowadziło mnie w jego pobliże, to, co dane mi było po drodze zobaczyć i przeżyć i to, że po raz pierwszy w życiu dosiadałam konia, z którego chwilę wcześniej zsiadł Kirgiz.

czytaj
 
 

Najbardziej urzekły mnie Mongolia i Tybet. Przestrzeń, niesamowite widoki, mnóstwo kolorów i przyjaźni ludzie. Nie zapomnę też smaku herbaty podawanej z solą i masłem jaka, tradycyjnej herbaty, którą pije się w tych rejonach. Była doskonała - aromatyczna, rozgrzewająca, sycąca i dodająca energii - chociaż nie sądzę, żeby gdzie indziej smakowała równie dobrze. – opowiada Kamila Balbus, która przez trzy miesiące wędrowała po bezdrożach Azji.

czytaj
 
 

Dublin to miasto celtyckiej przeszłości, katolickiej wiary i... browaru Guinnessa. To także miejsce urodzenia sławnych pisarzy: Jamesa Joyce’a, Oscara Wilde’a, Samuela Becketta i centrum rozrywki dla uroczo brzydkich Irlandczyków, z zadartymi nosami i ich piegowatych towarzyszek o pięknych, rudych włosach. Jako Polka w stolicy Irlandii czułam się jak w domu, ujęta życzliwością ludzi i przesiąknięta duchem podobnej historii naszych państw.

czytaj
 
 

Nie udało nam się zdobyć Piku Lenina. Można pocieszać się tym, że mieliśmy najgorszą pogodę od kilku lat. Kiepskie pocieszenie, lepszym jest myśl, że w przyszłym roku rozbiję swój namiot na Polanie Ługowej i spróbuję jeszcze raz.

czytaj
 
 

Pamir – egzotyczne i dzikie góry od dawna nie dawały mi spokoju. Na szczęście w życiu niektóre marzenia się spełniają, trzeba im tylko trochę pomóc. 12 lipca wsiedliśmy do pociągu jadącego na Wschód. Nasz cel – Kirgistan, a dokładniej góra o wdzięcznej nazwie Pik Lenina (134 m n.p.m.) był oddalony o 5,5 tys. km. Mieliśmy przejechać przez Białoruś, Rosję, Kazachstan, Uzbekistan i Turkmenistan.

czytaj
 
 

Marzenia o obszarach nieskażonych cywilizacją i myśl o zdobyciu Elbrusu (5642 m n.p.m.) zadecydowały o wybraniu gór Kaukazu jako celu naszej wyprawy. Leżący między Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim, na terenie trzech państw: Rosji, Gruzji i Armenii, obszar jest jednym z najbardziej niebezpiecznych regionów w tej części świata. Wiadomości o zamieszkach w Czeczeni, częstych porwaniach obcokrajowców, a nawet autobusów z konwojów, nie zniechęciły nas jednak do wyjazdu.

czytaj
 
 

Przed wiekami niedźwiedzie znalazły na brzegu niemowlę, które wyrosło na piękna dziewczynę. Dziewczyna pokochała młodzieńca i chciała z nim uciec za morze. Jeden z niedźwiedzi rzucił się za nimi, ale dziewczyna ubłagała go śpiewem, by zostawił ich w spokoju. On tęsknoty skamieniał. Chodziłam po Górze Niedźwiedziej, wspominając tę legendę i podziwiając wspaniałe morskie widoki. Ponoć po tych samych ścieżkach spacerował i te same krajobrazy podziwiał Mickiewicz.

czytaj
 
 

W pierwszą noc przeżyliśmy burzę, w drugą – wichurę, trzecia zakończyła się wyjściem na Elbrus około godziny piątej nad ranem. Towarzyszył nam w drodze widok najpiękniejszego wschodu słońca, jaki można sobie wymarzyć. Kolorów, ich odcieni, nie da się słowami opisać. Pogoda nam sprzyjała. Tego dnia nie było na niebie ani jednej chmurki, uspokoił się też wiatr.

czytaj
 
 
1 
2 
3 
4 
5 
 


 O nas

"Bar Świat" to strona dla osób zainteresowanych wyjazdami głównie z dziećmi, niskobudżetowymi, najczęściej związanymi z nocowaniem pod namiotem, gotowaniem sobie samemu jedzenia, byciem blisko natury i aktywnym spędzaniem czasu. Mamy nadzieję, że rodziny znajdą tu wiele inspiracji, a może i inni, którzy czują, że świat jest ich domem, albo choć "barem", gdy dom zamykamy na klucz i ruszamy przed siebie.

 
...
...
...
...